Dziewicza Góra Biega



W ten weekend z samego rana jak zwykle udałem się na parkrun - tym razem w Poznaniu. Pomogłem co nieco przy organizacji, ufundowałem nagrodę - fajną grubą książkę o historii olimpiad, która powędrowała do biegacza, który zameldował się na mecie na 100 miejscu. Trasę parkrun dzięki licznym wolontariuszom mogłem pokonać, wraz z Ignacym na rowerku zanotowaliśmy czas 22:59. Dało to 69 miejsce na 212 uczestników.

Frekwencja jest u nas stale wysoka, regularnie już przekraczamy 200 osób na linii mety. Bardzo nas to cieszy i zdecydowanie mamy największą frekwencję wśród wszystkich 40 lokalizacji parkrun w Polsce. Marzy mi się, żeby średnio było nas 300 osób na mecie i myślę, że jest to do osiągnięcia. Trzeba na to tylko czasu, dobrej informacji, powolnego wyrabiania marki i promowania dobrej atmosfery na naszych biegach.

Bezpośrednio po parkrun udałem się na Dziewiczą Górę, gdzie na 11:00 zaplanowano start drugiej edycji biegu w tym sezonie. Miesiąc wcześniej nie dałem rady dotrzeć na bieg, więc teraz na Dziewiczej Górze pojawiłem się pierwszy raz w tym sezonie. Co nie znaczy, że w ogóle mnie tam nie było np. latem - zawitałem tam kilka razy na treningach rowerowych.

Na Dziewiczej startuję zawsze na długim dystansie - ponad 10 km. Wychodzę z założenia, że na czołowe lokaty i tak nie mam szans, więc jak już próbować mierzyć się z górkami, to na całego.

W zeszłym sezonie z tego co pamiętam udało mi się pobiec na Dziewiczej trzy razy i raz udało mi się pobiec w czasie zbliżonym do 50 minut:

- grudzień 2015: 53:41
- styczeń 2016:  50:43
- luty 2016:        50:10

Tym razem miałem już w nogach poranny parkrun. Do tego chciałem zachować nieco sił na niedzielne ściganie, gdzie zapowiadał się kolejny pojedynek z Grześkiem na 5 km.

Biegłem więc spokojnie, swoim tempem, starając się nie zwalniać na podbiegach. Wychodziło to bardzo fajnie i na mecie zameldowałem się w czasie 51:48. Bardziej niż czas cieszy mnie forma - podczas biegu jedyna zadyszka, która mnie złapała, była na samym szczycie góry, podczas zwykłego biegu i  zbiegu miałem wrażenie, że mam tętno spoczynkowe. Zawsze na samej górze tętno szybciutko wracało do normy i mogłem sobie dalej spokojnie pokonywać kilometry.

Pełne wyniki są tutaj:

http://dziewiczagorabiega.pl/wp-content/uploads/2016/11/10km-26.11.16.pdf





Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM