Bieg charytatywny na Umultowie

W niedzielę 27 listopada 2016 r. szykowało się danie główne tego weekendu - wyścig na 5 km w lokalnym kameralnym biegu na Umultowie - bieg im. Andrzeja Szozdy. Miejsce akcji to Fair Playce - położone tuż za torami centrum sportów tenisowo-badmintonowo-pingpongowe. Kilka razy byłem tam pograć w ping-ponga.

Najpierw zaplanowane były biegi dla dzieci. Wziął w nich udział Ignacy i na dystansie ok. 250 m zajął wśród chłopców pierwsze miejsce! Niesamowity wyczyn i duma ;-) Ogółem był drugi, bo wygrała jakaś dziewczynka, która wyprzedziła Ignacego niedaleko przed metą.

 Latorośl lubi być noszona.

Ignacy pędził jak błyskawica.

Dzieciaki miały znacznie trudniejszy teren do biegania - błoto i piach.

 Dzieciaki dostały dużo nagród!


O 13:30 ruszyliśmy na start biegu głównego na 5 km. Trasa wiodła terenami leśnymi nad Wartą. Początek to dosyć mocny zbieg w dół, potem biegliśmy na północ, w lesie dosyć duża pętla i potem z powrotem tą samą trasą do mety. Ostatnie kilkaset metrów to z kolei ten sam - tyle że podbieg ;-)

Ruszyliśmy dosyć ostro. Od samego początku do przodu wyrwało dwóch biegaczy, którzy powoli zaczęli oddalać się i mimo, że przez cały bieg ich widziałem, raczej nie byli w zasięgu. Potem co prawda dystans do nich nawet powoli zaczął się zmniejszać, ale nie było mowy o ich dogonieniu. Przez dłuższy czas biegliśmy w grupce trzy-czteroosobowej. Moim głównym rywalem był Grzesiek, który zapowiadał, że złoi mi po raz kolejny skórę!

Przez pierwsze 2 km biegłem schowany za dwójką biegaczy, momentami zaczęło dosyć mocno wiać, więc stwierdziłem, że warto będzie troszeczkę skorzystać z osłony innych biegaczy. Po kilkuset metrach wbiegliśmy jednak do lasu, gdzie tych dwóch moich towarzyszy biegowych zostało nieco z tyłu i w tamtym momencie biegłem na trzecim miejscu. Obracałem się kilka razy do tyłu, żeby stwierdzić, że Grzesiek został nieco z tyłu. Nie było to dużo, może z 20 metrów - ale zawsze. Wiedziałem jednak, że jest to zbyt mała przewaga, żeby już cieszyć się z pozycji na mecie, bo do końca było jeszcze z 2 kilometry.

Przez kilkaset metrów biegłem na trzecim miejscu, ale niestety gdzieś na kilometr przed metą tych dwóch moich towarzyszy dogoniło mnie i wyprzedziło, więc spadłem na piąte miejsce w tym biegu. Pobiegli dosyć mocno do przodu i nie miałem już sił ani możliwości, żeby się ich utrzymać. Biegłem więc już do samej mety na piątym miejscu. Kilka razy obejrzałem się i stwierdziłem, że Grzesiek został na tyle dużo z tyłu, że już raczej mnie nie dogoni, no chyba żebym nagle złapał jakiś mega-kryzys. Na finiszowym podbiegu zacisnąłem zęby, że w miarę szybko dobiec do mety. Grzesiek dobiegł tuż za mną na szóstym miejscu.

Mi zmierzono czas na mecie 19:43. Dało mi to wysokie piąte miejsce open oraz trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Tutaj można znaleźć pełne wyniki:

http://maratonczykpomiarczasu.pl/sites/default/files/Bieg%20Charytatywny%20im.Andrzeja%20Szozdy%205km.pdf

Mieliśmy szczęście, bo tuż po samym biegu rozpadał się na moment deszcz i zdążyliśmy się schować pod dach.

Tutaj można znaleźć relację Agnieszki z tego biegu - warto wspomnieć, że Agnieszka wygrała wśród pań ;-)

http://fraszkowanieibieganie.blogspot.com/2016/11/1-miejsce-na-trasie-co-najpierw-daje.html





 Agnieszka i Staszek z pucharami ;-) Ja pucharu nie dostałem, ale ma go za to Ignacy.



 Tuż po biegu - humory dopisywały!


 Sam początek biegu - po lewej stronie dwóch biegaczy, z którymi się ścigałem, a za mną biegnie Grzesiek i nieco dalej Agnieszka.

Ostatnia prosta i podbieg - mocno mnie wymęczyły.


Kolejny wyścig z Grześkiem już niebawem, pewnie znowu pościgamy sie na trasie parkrun ;-)

Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM