Battersea Park - bieg w Londynie

Tuż po biegu odpoczywamy.... Taką fajną statuetkę - pierwszą w karierze - zdobył Grzesiek, a mi przeszła koło nosa ;-)



W niedzielę 23 października 2016 r., będąc w Londynie na weekendowym wypadzie, dzień po biegu w kolebce parkrun w Bushy Park, z samego rana udaliśmy się na jeszcze inny bieg. To taki bardziej komercyjny, z zapisami, odpłaty (18 funtów za bieg na 5 km, ok. 80 zł), raczej kameralna impreza. Zapisaliśmy się na niego jeszcze w Polsce, wszystko przez internet, bez większego problemu.



Start biegu był z samego rana, więc równie wcześnie jak w sobotę udaliśmy się na autobus i dojechaliśmy na miejsce - do parku o nazwie Battersea Park. Jest on położony nad samą Tamizą (po południowej stronie), bliżej centrum miasta niż Bushy. Udało nam się sprawnie dostać. Co ciekawe, z naszego przystanku jechał również pewien jegomość o wyglądzie emigranta z Afganistanu, który miał ze sobą chyba trójkę małych dzieci, ubranych jak do gry w piłkę. Przez całą drogę ta gromadka nam towarzyszyła, a jak się potem okazało, jego dzieci wystartowały w tym samym biegu co my, tylko dla dzieci (2,5 km). Jego syn wygrał ze znaczną przewagą, miał długie nogi i pędził do samej mety ;-) Mamy go na zdjęciu:

Ten chłopak po lewej stronie jechał razem z nami na ten bieg ;-) Wygrał bieg i statuetkę

Trasa biegu była zupełnie inna niż na parkrun - 100 % to szerokie asfaltowe ścieżki, tylko w jednym miejscu mała nawrotka-agrafka zwalniająca tempo. Dystans który wybraliśmy to 5 km (dwa okrążenia po 2,5 km). Można też było pobiec na 10 km (aż cztery okrążenia). Znacznie więcej osób wybrało dłuższy dystans, my natomiast nie szalejąc spokojnie zdecydowaliśmy się na piątkę.

Ruszyliśmy chwilę po dyszce! Już niedługo zaczęliśmy wyprzedzać wolniejszych biegaczy na dyszkę, troszkę przeszkadzali.

Mocno do startu ruszył pewien jegomość ubrany na biało, już od początku widziałem, że pewnie wygra bieg z dobrym czasem i szybko zniknął z przodu (faktycznie potem się okazało, że wygrał z czasem rzędu 18 minut). Drugi biegł biegacz ubrany na niebiesko, zaczął szybko i mocno, a ja za nim jakieś 20 - 30 metrów. Zastanawiałem się, czy gonić go, czy ma to sens, nie wiedziałem czy gość nie biega np. po 17 minut na piątki ;-) Co ważne, w regulaminie zapisano, że tylko dwie pierwsze osoby open są nagradzane, nie było żadnych kategorii wiekowych, tylko statuetki dla dwóch pierwszych osób na mecie (panie i panowie osobno).

Tak więc myślałem sobie, że jak go puszczę, to będę max. trzeci - bez nagrody... Trzymałem się go na pewien dystans, dosyć szybko co mnie bardzo ucieszyło, gość zaczął słabnąć i szybko zbliżałem się do jego pleców. Już gdzieś na końcówce 1 km wyprzedziłem go i biegłem zupełnie sam. Długo się nie obracałem, pędząc co tchu do przodu ;-)

Pierwsze okrążenie minęło szybko, poszczególne kilometry wyszły u mnie w 3:47 - 3:53 - 3:55. Równiutko i szybko!

Dopiero na agrafce na ok. 4 km obejrzałem się lekko do tyłu i kątem oka zauważyłem, że Grzesiek jest za mną o jakieś 30 metrów! O NIEEEE  sobie pomyślałem!!!

No nic, lecimy dalej, oglądam się raz czy dwa, a dystans między nami raczej stały, jakieś 30 - 50 metrów. Może dociągnę do mety??? Ostatnia prosta miała jakieś 400 metrów, już witałem się z gąską i widziałem bannery z metą! Już sobie myślałem, że fajnie - dostałem srogie baty na parkrun, no ale jak trzeba się spiąć i powalczyć o jakiś pucharek, to jestem nie do pokonania ;-)

No i niestety skończyło się! Na jakieś 100 metrów do mety zrównał się ze mną Grzesiek, wtedy już nie miałem kompletnie siły na obronę czy kontrę, żeby przyspieszyć. Z gracją mnie wyprzedził i tyle miałem z pucharku ;-) Hehehehehe  ale walka była fajna!

Czwarty km wyszedł u mnie w 3:55, a piąty w 3:54. Równiutko więc jak w zegarku - niestety nie miałem już siły na mocniejszy finisz, w przeciwieństwie do Grześka, który wrzucił na ostatniej prostej szósty bieg ;-)

Na mecie zameldowałem się w czasie 19:20, co jest moim rekordem życiowym na ulicy (na stadionie 19:18). Grzesiek zajął 2 miejsce (fantastyczne 19:11!!!), no a ja trzecie. Na piątkę do mety dobiegło 47 osób, a na dyszkę grubo ponad 100.

Tuż za metą Grzesiek odebrał od razu statuetkę - nie było żadnych dekoracji, tylko od razu na mecie wręczano statuetki wraz z medalami. Potem jeszcze otrzymaliśmy koszulki t-shirt, chyba je rozdawali z braku laku. Za metą można było się jeszcze napić wody i otrzymać batonik.

Pełne wyniki można znaleźć tutaj:

http://www.innovationsports.co.uk/wp-content/uploads/2016/10/5kBP2016.pdf 

Impreza bardzo fajna, z miłą atmosferą. Organizatorzy do nas podchodzili, pytali skąd jesteśmy, potem gratulowali wyników, zagadywali. Fajnie zaczęliśmy niedzielę, potem jeszcze cały dzień spędziliśmy zwiedzając Londyn, a późno wieczorem była już pora wracać na stare śmieci ;-)

 Przed biegiem była rozgrzewka. Tutaj dla dzieci.

 Zwycięzca biegu na 5 km.


 Fajnym zwyczajem jest wystawienie telewizora czy telebimu z wynikami na żywo. Tutaj wyświetlają się czasy brutto, potem nam odjęto po 1 sekundzie.

Gratulacje za piękne zwycięstwo i statuetkę!



Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM