4. Hochland Półmaraton Doliną Samy w Kaźmierzu


W niedzielę 25 września 2016 r. już po raz trzeci z rzędu wziąłem udział w półmaratonie w Kaźmierzu. To co wyróżnia ten bieg, to bardzo malownicza trasa, podczas biegu można dobrze naładować akumulatory i podziwiać widoki ;-) Sporo pól i lasów do oglądania. Zawsze też dopisuje pogoda. Tym razem na bieganie było nawet aż za ciepło. Co jednak najbardziej przeszkadzało, to ciężka i techniczna trasa - dawno chyba nie padał deszcz i przez wiele metrów i kilometrów biegliśmy po prostu po piachu, prawie jak po plaży ;-) Do tego mnóstwo nawierzchni kamienistej. Nie ma co jednak narzekać - po prostu nie jest to trasa na życiówki, tylko dla przyjemnego biegania ;-) Samopoczucie po biegu jest zawsze wspaniałe!

Dwa lata temu pobiegłem 1:38, rok temu 1:37. W tym roku zacząłem bieg szybko, bo pierwsze 5 km minęło w ok. 20:30, a dyszkę pokonałem w 42 minuty z sekundami. Potem jednak tempo spadło ;-) Długo długo biegł za mną jak cień jeden z biegaczy, wyprzedził mnie po kilku kilometrach gonienia na podbiegu przy rzece Sama. Potem już nikt mnie nie wyprzedził. Na metę wbiegłem na 11 miejscu open, co jest niezłym wynikiem jak na prawie 300 biegaczy ;-) Czas na mecie to 1:32,14. Poprawa rok do roku jest więc zachowana. Miłą niespodzianką było II miejsce w kategorii wiekowej M36 - 50. Swoją drogą kategoria idealna dla mnie - rywalizowałem praktycznie tylko ze starszymi od siebie, nawet dziadkami ;-)

W nagrodę chwilę stałem na podium i dostałem puchar w formie kawałka brzozy oraz... parasolkę. Żadnych nagród niestety tym razem nie wylosowałem (rok temu wygrałem rower).

Diaboliczny numer startowy przyniósł mi tym razem szczęście ;-)

To była udana niedziela!

















Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM