Triathlon Ośno Lubuskie - bardzo przyjemne zawody! No i pudło open!



Całkiem po prawej stronie widać mnie oklaskującego dekorowanych ;-) Czekam na swoją kolej!


Schowajcie się wszystkie ajronmany i czelendże za setki złotych, kameralne lokalne imprezy są najlepsze!

Wczoraj wystartowałem w imprezie pod egidą Ośno Triathlon Weekend. Do wyboru były dystans krótki crossowy (w sobotę) oraz sztafety rodzinne, natomiast w niedzielę królowała szosa i tradycyjne dystanse triatlonowe: 1/8 oraz 1/4 IM. Wybrałem dystans dłuższy. Patrząc już po fakcie po wynikach dystansu krótkiego, myślę, że liczyłbym się w walce o zwycięstwo ;-)

Pogoda w niedzielny poranek niestety była tragiczna! Ulewa w Poznaniu zalewała ulice. Ruszyliśmy kilka minut po 9 rano, a start mojego dystansu miał być o 12:00. Trochę za późno wyjechaliśmy, jeszcze po drodze były ze dwie rzeczy do załatwienia. Efekt był taki, że na 25 minut przed startem zajechałem na parking, a gdzie tu jeszcze czas na odebranie pakietu, przygotowanie roweru, wstawienie i przygotowanie wszystkich rzeczy... Ostatni raz lecę tak na ostatnią chwilę, szkoda nerwów! 

Dzięki wielkiej uprzejmości organizatorów i wolontariuszy udało mi się zdążyć. Efekt jednak był taki, że startowałem bez jakiegokolwiek zegarka, na rowerze nie miałem nawet licznika, nie wziąłem też okularów na etap rowerowy, w aucie zostały przygotowane żele... Pokonałem cały dystans na głodniaka.

Na szczęście dojeżdżając do Ośna przestało padać i wypogodziło się. Pod kątem pogodowym było idealnie na szybkie ściganie, a pod koniec zawodów nawet zrobiło się gorąco i wyszło słońce. Organizatorzy idealnie wstrzelili się w okienko pogodowe!

Najpierw ruszył dystans sprinterski. Fajnie oglądało się ludzi płynących od samego początku... na plecach albo żabką. Widać, że niektórym dużą trudność sprawiało samo pokonanie dystansu pływackiego, tych niecałych 500 metrów.

Jak już wszyscy wyszli z wody, po chwili ruszył nasz dystans 1/4 IM. A więc do przepłynięcia na początek 950 metrów. Widząc poziom mocno zróżnicowany pływaków z poprzedniego dystansu, wolałem ustawić się gdzieś  z przodu, żeby mocno ruszyć i nie musieć przeciskać się w tłumie pływaków. Dobrze pomyślałem, bo ruszyłem dosyć mocno, mieliłem szybko rękami i od samego początku płynąłem w samej czołówce. W sumie to trudno mi było ocenić gdzie płynę, jakim tempem, dokąd ani ile osób przede mną, bo prawie od samego początku zaparowały mi okularki i niewiele widziałem. Do pierwszej żółtej boi jeszcze było OK, ale druga była na drugim końcu jeziorka i była ciemno-czerwona, z daleka jej nie widziałem kompletnie. Na szczęście dwie osoby płynęły obok mnie po prawej stronie i po prostu płynąłem równolegle do nich, licząc, że oni dobrze widzą nasz cel ;-) Na szczęście już niedługo pojawiła się czerwona boja, zawróciłem na niej idealnie i już można było ruszyć z powrotem, do drugiej żółtej boi, a potem z powrotem na brzeg. 

Etap pływacki poszedł mi wyśmienicie, nogami pracowałem w sumie niewiele, starałem się mocno mielić samymi rękami. W efekcie w strefie zmian zameldowałem się już po 15:27 min. co jest moim dotychczas najlepszym rezultatem! Jak się potem okazało z wody wyszedłem na 5 miejscu open, z czego jedna osoba była praktycznie tylko sekundy przede mną.


Szybko przebrałem się w strefie zmian i ruszyłem na rower. Przez dłuższą chwilę jechałem sam, czym się martwiłem - w tych zawodach dozwolony był drafting, więc niezwykle ważne było jechanie w mocnej i szybkiej grupie! Po kilometrze wyprzedziłem jednego zawodnika, który miał chyba problem z ruszeniem mocno do przodu, bo coś majstrował przy pedałach podczas jazdy, jechaliśmy chwilę razem, zapytałem czy nie pojedziemy i powalczymy razem na rowerach, nic nie odpowiedział.

Po kilkunastu minutach jazdy dojechała do mnie grupka 4 kolarzy, jadących dosyć mocno. Stwierdziłem, że trzeba spróbować się podłączyć! I udało się - jechałem w grupie z nimi. Po chwili nagle zauważyłem też zawodnika, którego wyprzedzałem na początku - udało mu się do nas dołączyć. Jechaliśmy w pięć osób, mocno cisnąc do przodu. Staraliśmy się współpracować i w miarę sprawiedliwie dawać zmiany na przedzie. Muszę się tutaj przyznać, że u mnie wyglądało to najsłabiej, po prostu będąc z przodu jechałem za wolno, mimo chęci po prostu nie miałem siły w nogach, żeby prowadzić naszą grupkę, zwalniałem nas, a przecież niedaleko za nami ścigały nas kolejne grupki zawodników. Za każdym razem kiedy dawałem zmianę, miałem problem, żeby w ogóle nie odpaść od grupy z tyłu, raz czy dwa już było blisko. A wtedy do mety męczyłbym się sam i zostałbym gdzieś daleko z tyłu. Po jakichś 15 km dogoniliśmy samotnego kolarza, kolegę jednego z naszych grupkowiczów. W efekcie jechaliśmy w sześć osób aż do samego końca.

Jak się potem okazało, gdzieś daleko z przodu jechał samotnie lider, który miał nad nami ok. 4 minuty przewagi. Był twardy, bo jechał kompletnie sam, a my w grupie pojechaliśmy od niego tylko minutę szybciej na rowerach. No ale lider jak to lider, wypracował sporą przewagę na pływaniu (wyszedł z wody już po 11 minutach) i potem ją trzymał.

Tak więc jeden zawodnik był daleko z przodu, a potem nasza szóstka walcząca o czołowe lokaty! Udawało mi się trzymać ich tempo przez cały dystans 45 km.

Dopiero pod sam koniec, na jakieś 500 m do belki, trochę odpuściłem, zostałem w efekcie jakieś 300 m z tyłu. Pomyślałem, że nie zrobi to wielkiej różnicy, a lepiej trochę dać odpocząć nogom chociaż przez kilkanaście sekund.

W efekcie piątka moich współścigaczy pobiegła pierwsza do strefy zmian. Jeden z nich chyba utknął w niej na dłużej, bo wybiegłem ze strefy przed nim.

Bieganie obejmowało cztery okrążenia wokół jeziora. Ze strefy zmian wybiegłem na 5 miejscu. Niedługo przed sobą widziałem dwójkę zawodników, którzy sobie biegli nawet dosyć szybko, ale jak ich dogoniłem, okazało się, że ze sobą rozmawiają. Hmmmm jajcarze czy co - pomyślałem sobie. Wyprzedziłem ich obydwu naraz i zacząłem się od nich oddalać. W tym momencie byłem więc na 3 miejscu open!

Jakieś 200-300 m przede mną biegł zawodnik na 2 miejscu. Biegł dosyć szybko, więc nie spieszyłem się z wyprzedzaniem. Po prostu biegłem swoim tempem, dosyć komfortowo i cieszyłem się widząc, że dystans między nami się zmniejsza i zmniejsza! Niedługo byłem już przed nim i zacząłem powoli budować w miarę bezpieczną przewagę, żeby łatwo do mnie nie doszedł na wypadek gdybym osłabł pod koniec. 

Na koniec pierwszego okrążenia, a więc po niecałych 3 km biegu, byłem już sam z przewagą ok. 200 m nad kolejnym biegaczem. Ta przewaga nad nim raz topniała do ok. 100 m, a potem się zwiększała. Pod koniec biegu rywal już mocno chyba osłabł, bo nie mogłem go dostrzec nawet pod koniec prostych.

Trasa dookoła jeziora była bardzo malownicza, biegło się bardzo przyjemnie. Cztery okrążenia minęły bardzo szybko i wbiegałem na metę, wiedząc już od kibiców i wolontariuszy, że biegnę na drugim miejscu ;-) Na koniec każdego okrążenia widziałem też zegar na mecie, a skoro nie miałem nic na nadgarstku, domyślałem się tylko, że szykuje się jakiś kosmiczny czas na mecie. 

Koniec końców na metę wbiegłem po 2:15:21 - jest to moja nowa życiówka na dystansie 1/4 IM. Na ok. 70 zawodników udało mi się zająć 2 miejsce open!!!

pływanie 950 m: 15:27 miejsce 5.
rower 45 km: 1:12:24 miejsce 3.
bieg 10,55 km: 44:30 miejsce 6.

Łącznie 2:15:21 i miejsce 2. open / 72. 

http://sts-timing.pl/wp-content/uploads/2016/08/OSNO_141.pdf




Do organizacji zawodów nie można mieć żadnych zastrzeżeń! Wszystko było przygotowane świetnie i myślę, że lepsza frekwencja w kolejnych edycjach będzie oczywistością. Fajnie i bezpiecznie przygotowane strefy zmian, szybka trasa kolarska, wszystko dobrze oznaczone, malownicza trasa biegowa - wszystko było tak jak trzeba, nawet dywany wokół strefy zmian. Dekoracja poprowadzona sprawnie, fajne nagłośnienie i muzyka, dużo dobrego poczęstunku i napojów.

Jedyny malutki minusik to medal, proponuję jednak pokusić się o odlewane medale. Druga rzecz to konieczność przygotowania numerów startowych na nieco mocniejszym papierze, najlepiej wodoodpornym - numery szybko darły się od wilgoci (oczywistość po etapie pływackim) i sporo osób na rowerze zgubiło numery startowe na trasie, a mi pierwszy raz się zdarzyło, że numer startowy miałem wiszący tylko z jednej strony i trochę przeszkadzał mi w biegu, musiałem go jakoś zagiąć żeby nie latał.

Poza tym ekstra i melduję się za rok na szóstej edycji!





Za tydzień w sobotę pobiegnę albo poprowadzę parkrun, potem pojedziemy szybko zgrać wyniki do naszej ulubionej kawiarni, żeby na 11:30 zdążyć na I Botaniczną Piątkę ;-) - szykuje się świetna impreza biegowa w nowym miejscu Poznania! Jeszcze można się zapisywać, do czego zachęcam!

A w niedzielę wystartuję na dystansie sprintu w Obornikach w triatlonie.

Zobacz także

1 komentarzy

  1. no to popłynąłeś, pojechałeś, pobiegłeś wash and go w pełnym wydaniu

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM