Triathlon Sieraków 2016


W sobotę 28 maja wystartowałem pierwszy raz w Triathlon Sieraków. Wrażenia z imprezy świetne! Organizacja na wysokim poziomie. W sobotę startowaliśmy na dystansie 1/4 IM, a więc 950 m pływania, 45 km rower i potem 10,55 km biegania. W niedzielę natomiast był start na dwukrotne dłuższym dystansie.

Pełne wyniki dystansu 1/4 IM, na którym startowałem, można znaleźć tutaj.

Jestem mega-zadowolony z tego startu. Czułem się naprawdę znakomicie i w dobrej formie. Na trasie biegu nie byłem jakoś szczególnie zmęczony i mógłbym w zasadzie biec dalej ;-) Nie tak jak zwykle, gdzie po połowie dystansu już mam dość.

Startowaliśmy z plaży, z wbiegnięciem do wody. Moja tura (fala) była bodajże jako czwarta. Z jednej strony to dobrze, bo można było obejrzeć pozostałych zawodników jak płyną i nastawić się na swój start. Z drugiej jednak strony przerwy między falami po kilkaset osób wynosiły tylko po 5 minut. W efekcie już w okolicach pierwszej bojki nawrotowej napotkałem na pokaźną grupę osób płynących żabką. Dla bezpieczeństwa i uniknięcia kopnięcia przez nich musiałem ich opłynąć dookoła.

W dobry rytm płynięcia wpadłem gdzieś za pierwszym nawrotem, a w połowie dystansu płynęło mi się już naprawdę dobrze i szybko. Mijałem sporo osób z poprzedniej fali, mieli inne kolory czepków, więc można było łatwo rozpoznać.

Czas płynięcia dystansu ok. 1 km zmierzono mi 17:36. To czas prawie identyczny jak 2 tygodnie temu w Lubaszu, ale wydaje mi się, że tutaj popłynąłem jednak ciut szybciej, a mata pomiarowa była zlokalizowana w sporej odległości od wyjścia z wody. Co ważniejsze jednak wyszedłem z wody prawie w ogóle niezmęczony, z ochotą na szybką jazdę dalej.

Po wyjściu z wody bardzo trudny i długi był dobieg do strefy zmian. Wspinaliśmy się pod ostrą górkę przez kilkaset metrów!

Tym razem szybko udało mi się zrobić wszystko co trzeba i ruszyć rowerem. Pokonywaliśmy dwa razy pętlę z Sierakowa do Kwilcza i z powrotem. Trasa rowerowa była dosyć trudna, sporo było podjazdów i zjazdów, na szczęście nie dłuuugich, tylko króciutkich, no ale można się było zmęczyć. Mocno cisnąłem i o ile na początku jechałem ze średnią prędkością rzędu 32 km/h, to już po paru kilometrach udało mi się przyspieszyć do ok. 35 km/h. I taką prędkość przelotową utrzymałem aż do końca trasy. Na trasie rowerowej zmierzono mi czas 1:15,29. Sporo osób wyprzedzałem na trasie, głównie z poprzednich fal. Kilka osób też mnie wyprzedziło, ale nie było ich zbyt wielu, raptem kilku zawodników.

Po zejściu z roweru szybko zmieniłem buty i ruszyłem na trasę biegową. Tym razem były to dwie pętle poprowadzone przez las. Trasa bardzo trudna, mnóstwo korzeni, szyszek, zakrętów, podbiegów i mnóstwo piachu. Do tego dwukrotnie przebiegaliśmy przez trasę z jeziora do strefy zmian pod mocny i stromy podbieg. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się szybko biec, na trasie wyprzedzałem mnóstwo osób, zarówno z mojej fali, jak i z poprzednich fal. Wydaje mi się, że nikt mnie nie wyprzedził podczas biegu. Na biegu zmierzono mi czas 46:41, z czego jestem bardzo zadowolony!

Ogółem udało mi się osiągnąć myślę rewelacyjny czas jak na tak trudną trasę rowerową i zwłaszcza biegową:  2:26,10, co dało mi 145. miejsce open na 1.099 zawodników!!!

To myślę świetny prognostyk przed kolejnymi startami w TRI w tym roku.

Na trasie biegu spotkałem kilku znajomych z parkrun'a, tak samo za metą.

Sama impreza zorganizowana wręcz wzorcowo, być może poza małymi mankamentami z miejscami parkingowymi, po prostu nie ma się do czego przyczepić. Wszystko zrobione z rozmachem, za metą baaardzo bogaty bufet, wszystkiego w bród, nawet jak na tak niewielką miejscowość było całkiem sporo kibiców.

Ja bym ponarzekał tylko na trasę biegu, ale słyszałem, że po prostu w Sierakowie tak jest, że trzeba biegać przez las ;-) Gdyby wyznaczono bieg po płaskim i po asfalcie, na pewno czasy biegu byłyby znacznie lepsze. No ale wszyscy mieli takie same warunki.

Tym razem zdecydowałem o starcie bez zegarka. Po Lubaszu stwierdziłem, że skoro i tak w endomondo nie da rady połączyć trzech dyscyplin jedna po drugiej (a mam taką możliwość w zegarku Suunto), to nie ma sensu tracić sekund na klikanie w zegarku. Jedyne co widziałem, to licznik rowerowy pokazujący mi średnią prędkość, a także w połowie biegu przebiegając obok strefy zmian widziałem wielki zegar na mecie. Akurat wyświetlał czas 2:17, a ja miałem do pokonania drugie okrążenie biegowe (ok. 5,25 km). Odjąłem sobie w myślach jakieś 15 minut od wyświetlanego czasu (skoro czas wyświetlał dla pierwszej fali) i już wiedziałem, że powinno udać mi się złamać wymarzone 2:30. No i się udało ;-)

Za rok na pewno Sieraków znowu odwiedzę, nie można przegapić tak fajnych zawodów.

Przyszła teraz dobra forma, za tydzień będzie okazja ją sprawdzić na krótszym dystansie - sprint w Ślesinie już w niedzielę.

Dziękuję Damian za świetne zdjęcia.














Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM