Duathlon Czempiń 7 maja 2016 r.








W sobotę 7 maja zaraz po zakończeniu parkrun pojechaliśmy na ulubioną kawę do Brismanów. Podobnie jak frekwencja na parkrun, również kawa u Brismanów przyciągnęła rekordową ilość chętnych. Szybko jednak musiałem się zbierać, żeby jeszcze odstawić Ignacego no i zapakować rower do samochodu.
  
Potem od razu pędem do Czempinia, gdzie ukończyłem (to dobre słowo...) najdłuższy w kraju duathlon na dystansie 10 km - 60 km - 10 km - ten dystans zniszczył mnie jak nigdy. 

Pierwsza dyszka w 42 minuty (do tego 19:50 na 5 km) była pewnie błędem, atakowanie życiówki na pierwszym z trzech etapów duathlonu to chyba nie jest dobry pomysł. Do tego upał mnie usmażył. 

Na trasie rowerowej mocno wiało i ciężko się jechało, zwłaszcza pod koniec dystansu gdzie już umarłem całkowicie. Pod koniec trasy rowerowej mało nie spadałem z roweru, a po zejściu na drugą dyszkę ledwo byłem w stanie nawet iść. Jakoś się zmusiłem do truchto-biegu i nie lubię pytań jaki czas potrzebowałem na pokonanie tej ostatniej dyszki. 
Skończyło się na zaszczytnym 92 miejscu na 177 zawodników ;-)
Wygrałem za to 20 minut z Joanną Jabłczyńską co jest dobrym rezultatem bo laska jest całkiem mocna. Było mi jednak trochę smutno jak na rowerze wyprzedzały mnie kolejne dziewczyny, bo wyprzedzających tabunów facetów się spodziewałem. 
W sumie trochę pożałowałem że nie poszedłem na poranny dystans sprinterski, bo patrząc na wyniki i porównując z moimi czasami, pewnie byłbym w czołówce. Ale i tak dobrze bo tak mocnego wysiłku dawno nie miałem, do tego nie mógłbym być na parkrun.


Organizacja zawodów na bardzo wysokim poziomie, mnóstwo kibiców, bogate bufety, posiłek za metą rewelacja! Pakiety startowe bardzo bogate - otrzymałem poza medalem m.in. koszulkę, rękawki z logo imprezy, a nawet pokrowiec na rower. Wolontariusze byli tak pomocni i uczynni, jak chyba nigdzie! Jako że przyjechałem na ostatnią chwilę, byli tak pomocni, że sami zamontowali mi numer startowy, nakleili niezbędne naklejki na kask, bylebym spokojnie zdążył na start. Poszczególne wioski przez które przejeżdżaliśmy przygotowały nawet specjalne oprawy z miejscami do kibicowania, gdzie całe rodziny nam dopingowały. Świetnie!






Zobacz także

1 komentarzy

  1. ... i nie było problemu z wodą :) Jak widać na filmiku
    R

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM