Korona Wielkopolski i pierwsze pudło open ;-)



Dzisiaj wszyscy udali się na Maniacką Dziesiątkę, a moje kroki skierowałem w przeciwnym kierunku ;-) Już wczoraj zameldowaliśmy się w Olandii. Po spokojnym śniadaniu można więc było nie spiesząc się porobić zdjęcia, spacerować po okolicy, odwiedzić zwierzęta, jeziorko, nakarmić króliki.

Pakiety startowe ubogie, poza ulotkami numer startowy, chip oraz butelka izotonika.

W samo południe startowaliśmy. Najpierw kijkarze, mnóstwo kijkarzy. Co ciekawe startowali kategoriami - cały szereg startów, osobno kategorie wiekowe i podzieleni jeszcze poziomem marszu, osobno na 5 km, osobno na 10 km. Na samym końcu biegacze. Miało to dla nas spore minusy - już za pierwszym zakrętem trzeba było nieźle lawirować między chodziarzami, a na drugim okrążeniu wyprzedzać raz jeszcze osoby, które dublowaliśmy.

Trasa to dobieg do lasu i potem dwa okrążenia, całość miała 12 km. Teoretycznie miało to być 10 km, ale nie ma co narzekać. Po starcie prawie od razu znalazłem się w czołówce biegu. Nie wziąłem jakiegokolwiek zegarka, postanowiłem biec dla przyjemności bez jakiejkolwiek kontroli czy stresowania się. Na liście startowej było 40 osób, więc bardzo kameralnie wśród biegaczy. Kilka osób robiło dobre wrażenie, więc myślałem, że będzie z kim się ścigać.

Od samego początku do przodu wyrwał biegacz ubrany na żółto. Jak potem sprawdziłem, biega ode mnie znacznie szybciej, bo ok. 17 minut z sekundami na piątkę, a na dyszkę poniżej 40 minut, ale co ciekawe dosyć długo się go trzymałem, na drugim kilometrze biegliśmy praktycznie razem. Potem systematycznie zaczął się oddalać i wiedziałem, że nie utrzymam jego tempa. Myślałem sobie, że drugie miejsce będzie i tak dobre. Kilka razy obracałem się i nikogo nie widziałem z biegaczy, tylko tłumy kijkarzy.

Lider oddalał się, ale nie w jakimś szybkim tempie, prawie do samego końca biegu widziałem go na prostych, był przede mną jakieś kilkaset metrów. Wiedziałem, że raczej go nie dogonię. Cały czas biegłem na drugim miejscu, ale gdzieś od 4 kilometra widziałem, że jeden z biegaczy, tym razem niebieski, zbliża się do mnie. Trochę próbowałem cisnąć i mu uciekać, udawało się przez kilometr - dwa, potem się zrównaliśmy. Nie dałem rady utrzymać jego tempa i powoli metr po metrze zaczął się oddalać. Tak więc gdzieś od 6-7 km biegłem znowu sam, tym razem na trzecim miejscu. Daleko daleko z tyłu żadnego biegacza nie widziałem, więc raczej byłem bezpieczny. Dopiero na końcu długiej prostej z zakrętem gdzieś w oddali myślałem, że zamajaczyła jakaś postać bez kijków, więc musiałem trochę przyspieszyć, bałem się stracić to trzecie miejsce tuż przed samą metą ;-)

Medale bardzo ładne, w kształcie korony.



Na biegu spotkałem Staszka Przybylaka, który pokonał dystans krótszy na kijkach, przed metą mnie dopingował i powiedział, że jestem na trzecim miejscu (o tym akurat byłem przekonany od samego początku) i że nikt za mną nie biegnie. To mnie ucieszyło i dobrym tempem doleciałem do mety.

Potwierdziło się potem, że dobiegłem na trzecim miejscu OPEN. Na dekoracje czekaliśmy dosyć długo, bo miały się zacząć o 15.30, ale i tak jeszcze się opóźniły, bo w międzyczasie topiono marzannę na powitanie wiosny ;-)

Po dekoracjach kijkarzy w różniastych kategoriach i na różnych dystansach dwukrotnie byłem zaproszony na podium, najpierw w kategorii wiekowej, a potem open (nagrody się dublowały, co według mnie nie ma sensu, ale nie będę dyskutował). Otrzymałem więc dwa dyplomy oraz statuetkę ;-)

Dystans 12 km pokonałem w czasie 51:15, a więc pobiegłem tempem 4:18/km. Trasa była trudna, dużo dłuuugich podbiegów i krótkich zbiegów, trudne było również podłoże - dużo sypkiego piachu, ścieżek leśnych i polnych, do tego mnóstwo mijanek kijkarzy nie ułatwiało sprawy.

Pełne wyniki można znaleźć tutaj.

Jaki jest sekret sukcesu? Szukajcie biegu nieznanego, takiego bez większej promocji w internecie, kameralnego, najlepiej podłączonego pod jakąś inną imprezę (tutaj główny nacisk był położony na nordic-walking, kijkarzy było chyba ponad 300 osób, a tylko 41 biegaczy), do tego ważne żeby w tym samym czasie niedaleko odbywał się wielki bieg (dzisiaj była Maniacka Dziesiątka w Poznaniu z prawie 5.000 uczestnikami) i gotowe ;-) Oczywiście trzeba swoje nabiegać i się namęczyć, ale nie ma co ukrywać, że na takiej Maniackiej pewnie bym zajął miejsce w którejś setce nawet z życiówką na dyszkę, a tutaj ot co, statuetka cieszy. Fajny prezent na urodziny, które miałem wczoraj.












Zobacz także

2 komentarzy

  1. Gratuluję...
    i wszystkiego najlepszego, a zwłaszcza zdrowia :)
    R

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję czasu i miejsca na podium!
    Super, że są takie osoby na trasie, czasem zupełnie obce, które powiedzą, na którym miejscu się biegnie. Ja kiedyś sama sobie wyliczyłam, że jestem trzecia i radośnie wpadłam na metę, za którą okazało się, że jednak czwarta...

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM