parkrun Poznań # 186



Dzisiaj jak prawie co tydzień zameldowałem się na parkrun Poznań. Moim zadaniem było jednocześnie dostarczenie sprzętu do poprowadzenia biegu. Trochę długo się w domu zbierałem i na miejsce dotarłem 8:40. Już spora grupka biegaczy wyczekiwała na ten szczególny bieg ;-)

Pogoda dzisiaj dopisała, świeciło ładnie słoneczko, bez wiatru, lekki mrozik. Idealnie do biegania. Dzisiaj na biegu były dodatkowe atrakcje - jeden z biegaczy Dominik Iłowiecki z okazji swojego setnego biegu parkrun tydzień temu własnoręcznie upiekł i przyniósł sto pierniczków, były pyszne. Do tego każdy mógł skosztować własnoręcznego wypieku chleba z domowej piekarni ze Swarzędza. Być może urośnie z tego kolektyw zakupowy dobrego i zdrowego chlebka na parkrun, na weekend co sobotę rano chlebek będzie jak znalazł ;-)

Dzisiaj w biegu wzięło udział 146 biegaczy. Pełne wyniki można znaleźć tutaj:

http://www.parkrun.pl/poznan/rezultaty/weeklyresults/?runSeqNumber=186

Teoretycznie miałem w planach dzisiaj pobiec możliwie szybko, na pewno spróbować złamać 20 minut, a może pobić rekord życiowy na parkrun i w ogóle na 5 km. Oznaczało to złamanie czasu 19:38, który nabiegałem na parkrun w zeszłym roku. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zmęczenie całym tygodniem treningów. W czwartek wieczorem grałem w piłkę na sali, zawsze po takim mocnym graniu ledwo mogę chodzić. W piątek jeszcze zrobiłem trening na basenie, ok. 3 km na Termach przepłynięte w dosyć szybkim tempie i w różnych układach. Na pewno więc dzisiaj nie byłem wypoczęty na szybkie bieganie ;-)

Biegło mi się na początku całkiem dobrze, gdzieś do 800 metra byłem nawet na pierwszym miejscu. Znowu mój zegarek zawiódł przed biegiem i przez dłuższy czas nie złapał sygnału GPS. Aż do samego startu nie dał rady złapać sygnału i w efekcie biegłem w ogóle bez czasomierza.

Potem na długim podbiegu na prostej już mnie nieźle przycisnęło i przytkało, na pewno musiałem trochę zwolnić i zaczęli mnie wyprzedzać kolejni biegacze. Wyprzedził mnie po kolei młody ze Swarzędza, który goni lidera w klasyfikacji generalnej, nie miałem szans się za nim utrzymać. Jak się potem okazało poleciał 18:59, więc dla mnie jeszcze nieco za szybko. Zaraz za nim wyprzedził mnie lider Jarek Juszczak, przez dłuższy czas trzymałem się go w zasięgu wzroku, potem odległość zaczęła się niestety zwiększać. Na mecie miał czas 19:15, nowa życiówka - też dla mnie jeszcze nieco za szybko.

W okolicach 2 km wyprzedził mnie Kevin, któremu jednak nie dałem się za dużo odstawić i trzymałem się ok. 20 metrów za nim. Biegliśmy tak przez jakiś kilometr, potem obok czołgów, i wreszcie na odcinku szutrowym zbliżyłem się do Kevina i go nawet wyprzedziłem. Przez chwilkę czułem że ma w planach trzymać się moich pleców, ale po chwili już odpuścił i biegłem dalej sam.

Mam wrażenie że na pełne obroty biegowe i oddechowe wszedłem gdzieś dopiero na 2 km biegu, wcześniej byłem jakby przytkany. Dopiero po 2 km moje płuca chyba zaczęły pracować na pełną parę i moc ;-)

Wbiegając na ostatnią prostą wyprzedziło mnie dwóch biegaczy. Coś tam przyspieszyłem na końcówkę i zrobiłem finisz, ale nie na tyle szybki żeby nie dać się wyprzedzić. Co tam stwierdziłem, że mój czas najważniejszy, a nie miejsce na mecie.

Miałem nadzieję że zobaczę swój czas na naszym zegarze, jednak wbiegając na metę widzę, że jest wyłączony. Jak się okazało, bateria nie dała rady na mrozie ;-)

Ostatecznie Grzesiek kliknął mi czas na mecie 19:39. Dało to miejsce 17 na 146 biegaczy. Czas jak dla mnie rewelacyjny, na tym zmęczeniu, brakło tylko 1 sekundy do życiówki na parkrun. Tego trochę szkoda, mogłem pocisnąć ciut mocniej ostatnią prostą... Ale zostawię to sobie na inny bieg ;-)

Kolejny raz udało mi się złamać 20 minut na piątkę, i to wyraźnie. Jest dobrze, widzę jakiś tam progres. Na mecie nie byłem nawet kompletnie wypruty, szybko doszedłem do siebie.

Po parkrun udaliśmy się na kawę do Brismanów na ul. Mickiewicza. Pomimo zaproszeń, byliśmy tylko ja i Grzesiek ;-) Początki zawsze są trudne. Ale i tak było świetnie, kawa pyszna, do tego ciasto - wspaniały początek weekendu! Kto nie był niech żałuje. Zgraliśmy szybko wyniki dzisiejszego biegu i już były dostępne dla wszystkich biegaczy.

Dzisiaj obrodzili wolontariusze i bardzo dobrze. Dzięki za pomoc!

Byłem jeszcze zapisany na biegi Czas na relaks na 1, 2 i 3 km, ale nie dałem już rady wyrwać się na to z domu. Szkoda, ale nic nie poradzę....

Jutro o 9:30 wystartuję znowu na Cytadeli w biegu na 5 km, organizuje sprawdzona ekipa Macieja Łucyka Maratończyk, jest to bieg z cyklu dla Żołnierzy Wyklętych. Dzień ich pamięci przypada 1 marca, więc z tej okazji warto ich wspomnieć i wspólnie się przebiec po Cytadeli.

Piona!


Zobacz także

1 komentarzy

  1. ... coraz dłuższe te wpisy :-)
    Ps. Gdyby młody chciał jeszcze trenować...
    R

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM