Ostatnie dni przed maratonem

W ostatni dzień sierpnia, kiedy obowiązywała jeszcze niższa stawka wpisowego (100 zł), zapisałem się na poznański maraton. Odbędzie się on 11 października. Pozostało więc jakieś 10 dni.



Będzie to mój debiut na tym dystansie. Jedyne czego się obawiam, to ból kolana, który może się odezwać w trakcie biegu. Rok temu kibicowaliśmy na trasie, nasz punkt był obok Cytadeli, a jakże obok parkruna ;-) Fajnie było patrzeć na tych umęczonych ludzi, którzy w okolicach 40 kilometra ledwo ledwo już walczyli z trasą. Mam nadzieję że moje oklaski i okrzyki pomogły im dobiec końcówkę do mety.

Jakoś specjalnie nie przygotowuję się do tego startu. Trzeba też przyznać, że taki dystans nie jest dla mnie jakąś wielką nowością. Owszem nigdy nie przebiegłem na nogach jednorazowo więcej niż 23 km. Przecież jednak wielokrotnie pokonywałem podobne dystanse chociażby na nartach biegowych. Wiem pewnie trudno to porównać i przełożyć, na biegówkach jest według mnie łatwiej, można pracować mocniej rękami i górną częścią ciała. Jednak zeszłoroczny wynik na 52 km w Biegu Piastów (czas rzędu 3:40) pozwala mi optymistycznie patrzeć na maraton poznański pod kątem wytrzymałości. Wielokrotnie pokonywałem na Biegu Piastów oraz na Jizerskiej 50 w Libercu najdłuższe dystanse po 50 km i nigdy nie miałem tam specjalnej ściany czy zgonu.



Do tego niedawno przejechałem w Skoda Bike Challenge Poznań dystans 120 km na rowerze ze średnią 35 km/h, co oznacza 3:20 ciągłego pedałowania. I dałem radę, nie umarłem ze zmęczenia pomimo tak długiego wysiłku.

Co nie oznacza jednak, że nie mam stresu przed tym biegiem. Tydzień temu przebiegłem półmaraton w Kaźmierzu po ciężkiej trasie w 1:37. Poprawiłem zeszłoroczny wynik ledwie o minutę, a do życiówki brakło 2 minut (1:35) - mimo że po cichu nastawiałem się na życiówkę na dystansie półmaratonu. Trasa jednak chyba była zbyt trudna na to. Gorsze, że w trakcie biegu i po nim moje nogi były naprawdę umęczone, pod koniec już ledwo biegłem, raczej głowa niż nogi biegały ;-)

Obawiam się, że brak treningu maratońskiego może na mnie zrzucić kłopoty na trasie. Nie robiłem żadnych długich wybiegań, żadnych dwudziestek czy trzydziestek, o których słyszę, że robią znajomi w ramach przygotowań do maratonu. Po prostu w ostatnich 2-3 miesiącach nie mam na to czasu ani siły. Za dużo gram w piłkę, a po każdym graniu nazajutrz moje nogi wołają o odpoczynek. Za dużo czasu spędziłem na zawodach, co zawsze oznacza, że 1-2 dni przed zawodami nie mogę przecież iść długo biegać, tak samo dzień po. Oznacza to zawsze te kilka dni wyjęte. Za dużo trenowałem na rowerze, żeby przygotować się jakoś do startów w triathlonie oraz Skoda Bike Challenge. Za dużo pływałem w basenie, żeby mieć jeszcze czas na trening ściśle biegowy.



Jestem więc najlepszym przykładem na to, jak można przygotować się (albo i nie) do maratonu poprzez trening ogólnorozwojowy ;-)

Nie mam pojęcia na jaki czas pobiec, gdzie się ustawić, z jakimi balonikami. Jest to debiut, więc mam o tyle łatwiejszą sytuację, że każdy wynik będzie rekordem życiowym ;-) Myślę wstępnie, żeby zacząć spokojnie, z balonikami na 4 godziny. Przez pierwsze pół godziny sprawdzę jak mi się biegnie tym tempem i dostosuję taktykę i szybkość biegu do aktualnej sytuacji w moich nogach. Jeżeli stwierdzę że ledwo daję radę i może być ciężko przez 4 godziny tak lecieć, to nie będę szalał i rekreacyjnie zostanę przy balonach na 4 godziny. Ewentualnie z opcją, żeby pod sam koniec przyspieszyć i złamać czas 4 godzin. Jeżeli atmosfera na trasie będzie fajna, widoki do oglądania w porządku, a samopoczucie dobre - będę bardzo zadowolony z takiego biegu.



Jeżeli natomiast po pierwszym pół godziny biegu stwierdzę, że jest lekko, za łatwo, nie męczę się - może trochę przyspieszę i podgonię do kolejnych baloników. Szybsze baloniki biegną na 3:45, 3:30 oraz 3:15.
Myślę, że po pół godziny biegu baloniki nie będą aż tak oddalone, żebym nie był w stanie ich dogonić.

Wszystko wyjdzie w praniu.



Póki co w tym tygodniu wczoraj i dzisiaj gram w piłkę na sali. Do tego dzisiaj zaczynam profesjonalny trening pływacki. Zapisałem się mianowicie na zajęcia z nauki pływania na Posnanii, w czwartki aż do czerwca będę miał zajęcia po 45 minut. Mam nadzieję, że pozwoli mi to szybciej wychodzić z wody na triatlonie w przyszłym sezonie.

W piątek odpoczynek, a w sobotę poprowadzę parkrun i następnie przetruchtam Pamiątkowski Jabłecznik - nowy bieg przełajowy na 9 km w Pamiątkowie.

W niedzielę natomiast pobiegnę możliwie szybko w imprezie w Rakoniewicach pod nazwą Dycha Drzymały.



Potem zostaną już tylko 4 czy 5 dni przed startem maratońskim. Myślę już bardziej o zrobieniu tego tygodnia luźniej, żeby trochę wypocząć i poczuć luz w nogach. Na liście startowej maratonu jest na chwilę obecną 7.156 osób. Ciekawe czy ostatecznie linię mety minie więcej osób niż tydzień temu w Warszawie, gdzie było ich 6.500 ;-)


Zobacz także

1 komentarzy

  1. Oglądając zdjęcia tj. te tłumy, biorąc pod uwagę Twój dorobek, czy nie lepiej byłoby ustawić się pod szybszy balonik, aniżeli potem gonić i próbować się przeciskać przez tłum i nie potrzebnie tracić siły?
    R

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM