Nigdy nie biegnij za nikim innym ani za tłumem, tylko samemu sprawdzaj trasę! Start w 12 XDU - cross duathlon

Dzisiaj w południe wystartowałem w 12 odcinku XDU - są to zawody w cross duathlonie, polegające na: najpierw 4 km biegu przełajowego po dosyć trudnej trasie leśnej z górkami i między drzewami, potem 18 km po miejscami bardzo trudnej trasie rowerowej po lesie i na koniec 2 km biegu przełajowego po lesie. Zaraz po parkrun podjechaliśmy do biura zawodów odebrać chipa i numery startowe, po powrocie do domu wsiadłem na rower i pojechałem na miejsce startu. Ledwo zdążyłem, bo to jednak kawałek aż do Lasku Marcelińskiego zaraz za stadionem Lecha, ode mnie jest to jakieś 13 km.




Wyścig odbywał się po tej samej trasie, co 10 odcinek XDU w marcu 2015, w którym też startowałem. Wówczas zająłem 48. miejsce na 128. startujących z czasem niecałe 1:24. Dzisiaj poszło mi znacznie znacznie lepiej, ale po kolei ;-)


Jak widać na powyższym zdjęciu jak na przełom października i listopada ubrałem się zupełnie jakby był upał ;-) Ale w sumie to nawet nie zmarzłem.

Na starcie biegu ustawiłem się w pierwszej grupie biegaczy. Po minięciu pierwszej długiej prostej startowej utworzyły się dosyć szybko dwie grupki - trzech liderów odbiegało dosyć szybko do przodu, a za nimi goniła druga grupka licząca 4 zawodników. Biegłem sobie w tej drugiej grupie, będąc w okolicach 6 - 7 miejsca. Byłem zadowolony widząc takie miejsce w peletonie. Wiadomo że na miejsce na podium w open nie ma co liczyć widząc takich ścigaczy, ale podium w kategorii wiekowej, jeśli nagrody się nie dublowały - czemu nie, widziałem to całkiem realnie.

Pierwszy etap pokonałem myślę bardzo fajnie i sprawnie, nie zmęczyłem się za bardzo. Zgodnie z oficjalnym pomiarem czasu 4 km pokonałem w 16:42, więc bardzo fajny czas jak na bieg przełajowy po górkach i po dosyć trudnej trasie między drzewami. 

Po pierwszym etapie biegowym byłem na 7. miejscu z niedużą stratą do kolejnych zawodników (zaledwie 2 oraz 7 sekund).

W strefie zmian szybko kask na głowę, zmiana butów, rękawiczki i w drogę. Trochę źle zrobiłem, bo kilku rzeczy nie dopiąłem od razu, myśląc że lepiej je dokończyć jadąc już rowerem. Nic takiego się nie udało, bo od razu trzęsawka i trzeba było mocno trzymać kierownicę, żeby nie upaść i nie uderzyć w żadne drzewo na dużej prędkości, miejscami było naprawdę ciasno. Pomęczyłem się więc trochę np. z założeniem rękawiczek, ale potem już było OK i można było cisnąć rowerem. Rower składał się z trzech okrążeń trasą po 6 km. Na pierwszym kółku miałem małe problemy - najpierw pomyliłem trasę i tracąc jakieś 10 sekund szybko zawróciłem i wróciłem gdzie trzeba. Trochę dalej zaliczyłem glebę - na zakręcie na błocie i liściach za bardzo się pochyliłem, nie wypiął mi się pedał no i położyłem się rowerem na prawy bok. Na szczęście nic się nie stało bo było tam miękko i po otrzepaniu się ruszyłem dalej.

Tak jak pisałem po biegu miałem niewielką stratę raptem kilku sekund do dwóch kolejnych zawodników. Dużo zależało od tego czy umieli szybko jeździć na rowerze MTB. Jak się okazało - kompletnie nie umieli ;-) Co prawda na początku nieco mi odjechali, ale tylko z jednej przyczyny - spędzili w strefie zmian ok. 30 sekund mniej ode mnie, bo nie zmieniali butów na rowerowe. Jak się jednak okazało jechali wolno, i już po 2-3 kilometrach wyprzedziłem jednego, a zaraz potem drugiego. Byłem więc w tym momencie na 5. miejscu open.

Na drugim i trzecim okrążeniu dojechało do mnie trzech kolarzy, ładnie pędzili na dobrych rowerach. Nie miałem jak ich się utrzymać, ale ostatni wyprzedził mnie tylko kilkanaście metrów i do końca już się go trzymałem.

Czas na rowerze oficjalnie zmierzony to 48.34. Było to 12 czas na wszystkich zawodników, więc bardzo fajnie. Myślę, że pierwsze efekty przynosi już trening na rowerku stacjonarnym.

W strefie zmian szybko zrzuciłem kask, rękawiczki i zmieniłem z powrotem buty na biegowe i ruszyłem na ostatni etap biegowy - 2 km pętla po lesie, górkach. Ruszyło mi się bardzo dobrze, zmianę przetrwałem całkiem przyjemnie i ruszyłem szybko do przodu.

Już na samym początku biegu po rowerze dogoniłem jednego z kolarzy, którzy mnie wyprzedzili i z dużą łatwością go wyprzedziłem i zostawiłem z tyłu. Byłem z tego baaaardzo zadowolony ;-)

Już widziałem kolejnego na horyzoncie, miałem do niego jakieś 50 metrów starty. Biegłem swoje, nogi dobrze niosły i zacząłem się do niego mocno zbliżać. Nie patrzyłem na trasę, widząc biegacza przed sobą moim jedynym celem było jego dogonienie i pokonanie go na trasie. No i to był błąd!

Udało mi się go szybko doścignąć. Już zacząłem być z siebie mega-zadowolony że jestem gdzieś na 6 albo 7 miejscu open! 

I nagle mając go już za plecami coś jest nie tak, on też woła że chyba źle pobiegliśmy! O cholera! No i niestety okazało się to prawdą..... Biegliśmy dalej prosto, potem skręciłem w prawo żeby w miarę wrócić na trasę..... Obiegłem jakieś jeziorko, potem na przełaj przez las... dopiero po dłuższym czasie udało mi się wrócić na trasę.

Dobrze to widać na mapce Endomondo:




Krótko mówiąc zamiast skręcić w prawo i już po kilkuset metrach wbiec na metę, poleciałem razem z wyprzedzanym kolegą prosto, okrążyliśmy jeziorko, i potem przez las wbijaliśmy się z powrotem na trasę ;-) Sprawdziłem dystans, porównałem z pomiarem z poprzednich zawodów, i jak byk wychodzi, że przebiegłem aż 600 metrów więcej...

Po powrocie na trasę widziałem przed sobą trzech zawodników, którzy dosyć szybko biegli. Nie wiem skąd się wzięli, ale szybko ich wyprzedziłem i wbiegłem na metę.

Poprawiłem się sporo minut w porównaniu do startu w marcu, a na mecie pojawiłem się po 1:17,44. Dało mi to miejsce 12. open i czwarte miejsce w kategorii M30... Do podium zabrakło mi jedynie 14 sekund!!! 

Mogę sobie teraz pogdybać, że biegłem tuż przed metą gdzieś na szóstym miejscu, na mecie miałbym czas około 1:15.... Co dałoby mi 2 miejsce w kategorii i 6 miejsce open....

Mam nauczkę - nie warto biec i ufać innym biegaczom czy zawodnikom, tylko i tak samemu trzeba sprawdzać trasę i kontrolować czy wszystko jest OK. Zaaferowany walką na trasie i chęcią wyprzedzenia zawodnika, biegłem ślepo za nim, a ten zamiast skręcić pobiegł prosto i stąd cały problem....

No nic to! Szkoda podium, ale co teraz pocznę!

Zawody bardzo fajne, kameralne, chociaż medale nie dojechały na czas (mają dojść pocztą), a na mecie nie było żadnego poczęstunku - nie po to startujemy w zawodach, żeby dostać medalik czy żeby nażreć się za metą. Na pewno pojawię się na kolejnej edycji, która jest planowana już za miesiąc - tym razem na Dziewiczej Górze. Może tam nie pomylę na koniec trasy i zajmę jakieś fajne miejsce?


Czołem!







Zobacz także

2 komentarzy

  1. Tak właśnie coś nam się zdawało,że na górce miałeś lepsze miejsce niż wybiegając z lasku. Jak będę miał chwilę to zgram zdjęcia (:
    Gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak właśnie coś nam się zdawało,że na górce miałeś lepsze miejsce niż wybiegając z lasku. Jak będę miał chwilę to zgram zdjęcia (:
    Gratulacje

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM