Polska służba zdrowia nie istnieje

W nocy z soboty na niedzielę, wstając w nocy po ciemku za potrzebą huknąłem się głową w drzwi. Rozciąłem sobie głowę, i to dosyć głęboko. Po zakończeniu stosu przekleństw obejrzałem ranę i stwierdziłem, że powinien obejrzeć to lekarz, żeby stwierdzić czy nie trzeba by było tego zszyć. Wygląda to mniej więcej tak:


Teraz po dwóch dniach już się trochę zagoiło, ale na początku nie wyglądało to zbyt dobrze. Do tego rozbolała mnie głowa od tego uderzenia, co dziwne nie jest po przyjęciu mocnego uderzenia od drzwi w sam środek głowy.

W każdym bądź razie mam teraz pytanie za sto punktów: jak myślicie, czy w centrum półmilionowego miasta jakim jest Poznań, w nocy o godzinie 3 jest możliwość, żeby po wypadku zajął się Tobą jakikolwiek lekarz? Stwierdzam, że niestety NIE.

Po przemyśleniu tematu i sprawdzeniu możliwości, pojechałem do szpitala wojewódzkiego na ulicy Lutyckiej. Przypominam, była trzecia w nocy. Tym niemniej miałem krwawiącą głowę i kręciło mi się w głowie od tego uderzenia. Wjeżdżając do szpitala, ochroniarz nakazał zapłacić mi 3 zł za parking, jednak widząc że leci mi krew z głowy, powiedział łaskawie, że zapłacę przy wyjeździe i żebym leciał szybko do lekarza.

Pan w recepcji po wysłuchaniu mojego problemu, spisaniu danych z dowodu osobistego, nakazał udać się przed pokój nr 20 niedaleko na parterze i że lekarz do mnie przyjdzie. Czekam, czekam, niestety nic się nie dzieje. Cisza, spokój, nikogo nie ma - ani pacjentów, ani lekarzy, cisza jak makiem zasiał. Siedzę sobie siedzię - 15 minut, 20 minut, pół godziny, a tu ciągle nic...

Gdybym w tym momencie tam wykitował, to pies z kulawą nogą nawet by tego nie zauważył. A przypominam, że zgłosiłem się do szpitala z krwawiącą głową od uderzenia prosto w czoło.

Po bezowocnym półgodzinnym czekaniu poszedłem z powrotem do recepcji z pytaniem kiedy ktoś przyjdzie. Pan kazał czekać dalej.

No to czekam, czekam, czekam. Cisza, spokój, nikogo nie ma.

Po godzinie oczekiwania przyszedł do mnie pan z recepcji z pytaniem czy jestem już obsłużony. Rozłożyłem tylko bezradnie ręce. "Będę monitował" - to jedyne co miał mi do powiedzenia.

Nietrudno już chyba Wam się domyśleć, że przez kolejną godzinę czekania nie wydarzyło się kompletnie NIC. Nikt do mnie nie przyszedł. Zmarzłem tylko przez dwie godziny, siedząc na krzesełku na korytarzu.

Od trzeciej do piątej w nocy siedziałem w poczekalni, jak ten naiwny pajac myśląc, że jakikolwiek lekarz poświęci mi dosłownie 5 sekund, żeby zobaczyć czy ranę trzeba zszyć czy nie.

Po dwóch godzinach bezowocnego czekania stwierdziłem, że tutaj pomocy nie uzyskam i pojechałem do domu.

Po przespaniu się kilku godzin, ok. godziny dziesiątej rano ponownie udałem się do szpitala na ul. Lutyckiej. Znowu się przedstawiłem panu w recepcji, powiedziałem mu, że przed kilkoma godzinami nie doczekałem się u was żadnej pomocy, więc przyjeżdżam raz jeszcze. Tym razem jednak przezornie zapytałem, żeby tak po ludzku mi powiedział, ile wynosi czas oczekiwania na jakiegokolwiek lekarza???

I tutaj żałowałem, że faceta nie nagrałem, bo ten bezczelny typ zamiast spróbować mi pomóc, odburknął tylko, że tego nigdy nie wiadomo, że u nich czas oczekiwania wynosi... do sześciu godzin!!!

Ludzie gdzie my żyjemy?

Odburknął mi jeszcze tylko, że mogę sobie iść do innego szpitala, albo do pomocy nocnej i świątecznej i dał mi pomiętą kartkę z kserówką z listą placówek. Znalazłem najbliższą (obok Castoramy), zadzwoniłem i wypytałem co i jak. No i okazało się, że facet nie dość, że niegrzeczny, to jeszcze wprowadza ludzi w błąd, bo w tych placówkach pomocy doraźnej nie zszywają, nie mają w ogóle takich możliwości ani narzędzi. Czyli bym jechał na darmo.

Była godzina 10, a na 12 startowałem w Poznań Bike Challenge na 120 km na rowerze. Stwierdziłem więc że nie ma sensu spędzić kolejnych kilku godzin na krzesełku, czekając nie wiadomo na co.

Podjechałem dosłownie kilkaset metrów dalej, do szpitala MSW. Tam początkowo sytuacja podobna - pani w recepcji powiedziała, że oni nie mają SOR i jest tylko jeden lekarz na cały szpital (???). Kazała czekać na krzesełku. Widzę, że sytuacja lubi się powtarzać ;-(

Na szczęście po krótkiej chwili przyszedł lekarz, zbadał, stwierdził, że nie ma sensu ani potrzeby zszywać, dostałem zastrzyk antytężcowy i plaster.

Jaki z tego morał? Muszę poszukać jakiejś placówki medycznej - PRYWATNEJ - gdzie zapłacę tyle ile trzeba, ale lekarz będzie pod ręką, jak do niego przyjadę po jakimś wypadku. W przeciwnym razie realia są takie, że jak cokolwiek Ci się stanie, to nastaw się na wielogodzinne czekanie na krzesełku, nawet w środku nocy.

I najgorsze, że to nie był żaden wypadek przy pracy, jakieś jednostkowe zdarzenie. Jest to stała praktyka szpitala przy Lutyckiej. Sam widziałem małą awanturkę na oddziale ginekologiczno-położniczym, jak kobieta z wielkim brzuchem ciążowym jęczała z bólu na krzesełku czekając na przyjęcie, a po sekretariatach i recepcjach latał jej ojciec z prośbą o zbadanie córki, mówiąc że czekają już osiem godzin na lekarza....

I ja bym rozumiał, gdybym trafił do szpitala akurat w gorący okres, kiedy karetka przywiozła jakichś rannych i lekarze mieli pełne ręce roboty. Wówczas bym cierpliwie poczekał i nie mówił złego słowa. Ale w tej nocy w tym szpitalu nie działo się kompletnie nic, przez 2 godziny nie przyjechała żadna karetka, nie było tam żadnych pacjentów domagających się pomocy poza mną. Lekarze pewnie sobie smacznie spali i nie chciało im się do mnie zejść.

Zamierzam napisać na to skargę do szpitala i jego przełożonych, bo szpital który ma takie standardy, nie spełnia swoich podstawowych obowiązków i powinien zostać rozwiązany w try-miga. Mam też nadzieję że sprawą zajmą się jakieś media i nagłośnią temat.

Zobacz także

6 komentarzy

  1. ... a czy przypadkiem to nie ten szpital zwolnił ordynatora okulistyki, którego oczywiście SP przywrócił.
    O swoich kontaktach z tym szpitalem nie będę pisał :)
    R

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że obecnie to klasyka. Reforma służby zdrowia doprowadziła ją do stanu agonalnego. Ktoś powinien za to beknąć i to zdrowo, ale to nierealne. Chora służba zdrowia i niestety taka prawda

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ile-wydajemy-na-ochrone-zdrowia-i-czy-to-duzo-7230185.html

    OdpowiedzUsuń
  4. ...nic nowego... pomyśl sobie jakie będą kolejki ze złamaniami na SORach - gdy pojawi się pierwszy lód, gołoledź... Wiem ze znajomi bardzo dlugo czekali w HCP czy Puszczykowie. Trochę mnie dziwi Twoje zaskoczenie... widać rzadko korzystasz z państwowej służby zdrowia. Ludzie zresztą w komentarzach w Głosie Wlkp. pod Twoja informacją - podają, ze te 2 godz. to krótko. A w dodatku na SORy muszą karetki przywozić wszystkich pijanych, bo może jakiś delikwent jest chory... i coś mu się stanie w transporcie do izby wytrzeźwień. Wypada się cieszyć, że nie pracujemy jako lekarz czy pielęgniarka w takim miejscu jak SOR.

    Michu77

    OdpowiedzUsuń
  5. Zimą przesiedziałem kilka godzin w szpitalu w Warszawie. Po upadku na treningu w górach miałem problemy z oddychaniem... Też musiało mi niestety samo przejść bo zainteresowania lekarza się nie doczekałem. Te 6 godzin to chyba jest ustawowe nawet bo wisiała informacja na ścianie, że jeśli przypadek nie jest nagły i groźny to właśnie tyle się czeka... Czekając naiwnie liczyłem, że przyjmują jednak szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli czekałeś na lekarza to znaczy że albo go nie było, albo sobie smacznie spał :-( Następnym razem radzę nigdzie nie jeździć tylko wzywać karetkę do domu !!! Przyjedzie na 100% i jeszcze do szpitala zawiezie.

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM