Kórnik triathlon - wstęp

Jutro (20 września 2015 r.) wystartuję w Kórnik Triathlon na dystansie 1/4 IM, a więc 950 metrów pływania, 45 km rowerem i 10,55 km biegu.

Już dzisiaj byliśmy na miejscu zawodów, zaliczyliśmy fajny spacer, wzdłuż jeziora zrobiono piękną promenadę.

Odebrałem już pakiet startowy, który wygląda w następujący sposób:


Mnóstwo ulotek, numer startowy, chip (znowu ten gigant od Plus Timing), baton za szybkie odebranie pakietu, koszulka w czarnym kolorze, bon na jedzenie, bilet wstępu na basen oraz do arboretum (szkoda że tylko dla 1 osoby, szkoda że ważny tylko 20 września, a basen tylko na godzinę), naklejki na kask i na rower, czepek (nierozpakowany, bez napisanego numeru startowego).

Co dziwne, dzisiaj wczesnym wieczorem wielu rzeczy w ogóle jeszcze nie było przygotowanych na miejscu zawodów. Rozkładano dopiero strefę zmian, dywany. W miejscu pływania nie było praktycznie nic poza barierkami z wejściem czy wyjściem z wody. Miejsce dobiegu z wody do strefy zmian (jakieś 200 - 300 m) nieprzygotowane jeszcze zupełnie (chyba że biegniemy boso po asfalcie czy chodniku, jak było w Lusowie na Triatlonie Lwa), trasa biegu też jeszcze zupełnie nieoznaczona. Organizatorów na czele z Hubertem Królem czeka chyba ciężka noc ;-)

Start jest o 13:30. Jedziemy z Poznania o godzinie 11:30. Na liście startowej mojego dystansu jest ponad 300 osób - będzie z kim walczyć. Nie wiem oczywiście jaki będzie poziom, ale porównując z Czerwonakiem (na 150 osób byłem 16), tutaj może na 300 osób... gdyby udało mi się być w okolicach 30 miejsca... byłoby świetnie.

Tym bardziej, że jeżeli pogoda się nie zmieni i będzie w miarę ciepło, to wystartuję pierwszy raz w stroju triatlonowym, który wykonała dla mnie firma MartomBike ze Swarzędza - jest to kombinezon niby wygrany voucher z Czerwonaka, a w rzeczywistości kupiłem go od zwyciężczyni tych zawodów ;-) Już go przymierzałem, myślę że leży dobrze.

Zmykam przygotować sprzęt na jutro, muszę pierdnąć w kółka, żeby rower dobrze ciągnął. Na trasie roweru chciałbym pojechać średnio ponad 35 km/h, jak nie będzie mocnego wiatru myślę że jest to realne. Natomiast w bieganiu hmmmm 10,5km... byłbym zadowolony gdyby udało mi się pobiec w okolicach 45-46 minut na dyszkę, do tego te 500 metrów do mety.



Całość byłoby super gdyby udało mi się zejść poniżej 2:30, natomiast poniżej 2:40 też nie będzie chyba tragedii, bo to oznacza przecież życiówkę na tym dystansie. W tym sezonie na tym dystansie nie startowałem (rok temu debiut w Poznaniu bodajże czas 2:53), bo w tym sezonie zrobiłem dwie olimpijki (1500m - 40 - 10) w Lusowie (czas 2:41, ale z dozwolonym draftingiem) oraz w Poznaniu (2:43), do tego super wynik w sprincie w Bydgoszczy (1:12) oraz nieporównywalny dystans w Czerwonaku (2:21). Mam nadzieję że będzie mi się startowało tak dobrze, jak w Bydgoszczy, gdzie nie miałem większych kryzysów na trasie, dałem z siebie wszystko, byleby jeszcze lepiej pojechać na rowerze i ciut lepiej popłynąć.

Skoro jednak na olimpijce w Lusowie miałem czas 2:41, gdzie do przepłynięcia było aż 1.500 metrów (jutro tylko 950 m), to przy szybszym rowerze i znacznie lepszym biegu (w Lusowie przetruchtałem dystans zamiast go biec), myślę że jest jakaś szansa na zbliżenie się do tych magicznych 2:30.

Trzymam kciuki za pogodę, oby była taka sama jak dzisiaj! Bo jeziorko nie jest teraz zbyt ciepłe...

Piona!

Zobacz także

3 komentarzy

  1. Powodzenia !!! :)
    Też 3mam kciuki :)
    %

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję !!!
    Twój wynik to chyba jest 300% normy :) !
    R

    OdpowiedzUsuń
  3. Również przyłączam się do gratulacji. :) Musiałeś śmigać tak szybko, że Cię przegapiłam. Widziałam tylko, jak biegłeś do strefy zmian po pływaniu, a kiedy przyjechałeś i pobiegłeś, to już nie dostrzegłam. ;)

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM