Wyścig MTB Suchy Las 9 sierpnia 2015

Wziąłem dziś udział w wyścigu MTB w Suchym Lesie. Start o godzinie 11:30. Pół godziny wcześniej ruszył dystans nazywany MEGA (dwa kółka, ponad 60 km), natomiast je zdecydowałem się podobnie jak większość zawodników na dystans MINI (wcale nie był taki mini, skoro liczył sporo ponad 30 km).

Biuro zawodów na sporej polanie obok zajezdni autobusowej w Suchym Lesie. Wpisowe kosztowało 60 zł, więc całkiem sporo (50 zł za start i 10 zł za chipa, którego można użyć podczas kolejnych zawodów). Niestety pakiet był dla mnie rozczarowaniem, bo.... nie było żadnych pakietów ;-) Już widzę te narzekania biegaczy, którzy marudzą na kolor koszulki w pakiecie jakiegoś biegu...

Przyjechało dużo samochodów, zastawili całą polanę. Wszyscy jak widzę na rowerach górskich, w większości dobrych marek, w butach takich rowerowych - zawodowcy ;-) Co ja tutaj robię, na rowerze crossowym, a nawet miejskim, w zwykłych butach do biegania? Cóż trzeba przejechać ten dystans i pokazać kto rządzi ;-)

Ustawiłem się w ostatnim sektorze, jako debiutanta by mnie nie wpuścili do przodu. Start był za samochodem, pierwsze kilkaset metrów, samochód skręcił i zaczęło się ostre ściganie.

Trasa nie była specjalnie trudna ani górzysta, jechaliśmy od Suchego Lasu, w kierunku Moraska, potem przez Naramowicką, potem wzdłuż Warty na północ, tam był jeden bufet, potem do góry, obok mostu na Warcie skręciliśmy do Pałacu Biedrusko, tam był drugi bufet i kurtyna wodna, potem przez Biedrusko pojechaliśmy asfaltem (dosyć długi kawałek) w kierunku poligonu. Tam była chyba największa masakra, jeżeli chodzi o nawierzchnię, bo same dziury i górki, a w dwóch miejscach droga cała zalana wodą i kałużami, błoto głębokie na pół metra albo i lepiej ;-) Trzeba było przez to jakoś przebiec.

Finisz w tym samym miejscu gdzie startowaliśmy. Mój rower dostał mocno w kość, mam nadzieję że nic mu się nie stało ;-) i jeszcze trochę mi posłuży.

Miałem dzisiaj też dużo szczęścia. Naliczyłem cztery dosyć groźnie wyglądające upadki przy sporej prędkości, który miały miejsce tuż obok mnie. Nie żebym był ich powodem, ja jechałem spokojnie. Ale przykładowo tuż za mną ktoś wywinął mocnego orła z koziołkami, spowodował zator, a to było tuż za mną, więc mogłem jechać dalej.

Tuż przed samą metą, 50 m przed finiszową kreską, na prostej, porośniętej trawą, przydepnąłem mocniej widząc że zbliża się koniec mordęgi. Jechałem dosyć szybko, pewnie ok. 40 km/h. Tymczasem po prawej zaczął mnie wyprzedzać jeszcze szybszy rowerzysta. Tuż obok mnie nagle wywinął takiego orła, jakby ktoś mu wsadził kij w przednie koło i zablokował szprychy! Wyleciał w górę na jakieś 2 metry, w powietrzu zrobił ze 3 koziołki.... Wyglądało to strasznie. Ledwo go wyminąłem i bezpiecznie dojechałem do mety. Ten zawodnik chyba nie ukończył wyścigu, bo wołali do niego ratowników medycznych, podjechała po niego karetka... Chyba coś złamał, bo wyglądało to  naprawdę nieciekawie. Nie widziałem, że wzbudzam aż taki respekt i chęć wyprzedzenia mnie ;-) Życzę temu komuś szybkiego powrotu do zdrowia...

Całą trasę 31 km pokonałem w 1:11,56, co dało średnią prędkość ponad 26 km/h. Szybka jazda jak na zawody MTB, po górkach i lasach ;-)

Oficjalne wyniki są tutaj.

Zająłem 163. miejsce na 442. zawodników. Jak na planowane tempo rekreacyje i turystyczne, to całkiem nieźle wyszło ;-)

W dwóch miejscach musiałem zejść z roweru i kawałek podbiec, bo moje za wąskie opony nie dały rady pokonać zwałów piachu.

Na koniec miałem nadzieję chociaż na jakiś medal, czy cokolwiek, ale można o tym zapomnieć ;-) Nie żebym marudził, ale jak na 60 zł wpisowego, to jakiś malutki chociaż medal pamiątkowy by się przydał do kolekcji...

W pakiecie miałem tylko bon na posiłek, ale w tym upale i cały z błota nie miałem ochoty na jedzenie.

Co było fajne, to po zawodach można było ustawić się w kolejkę i miły pan strażak wodnym strumieniem z węża mył rower, albo i zawodnika jak ktoś miał ochotę ;-) A było co myć, bo tak ufajdany po zawodach to jeszcze chyba nie byłem ;-) Wystarczy popatrzeć na moje nogi po powrocie do domu ;-) Miłego oglądania!






Przynajmniej buty od razu uprałem i mam nadzieję że będą jak nowe ;-) bo potrzebuję ich jeszcze do różnych startów przełajowych, jak chociażby Triatlon w Czerwonaku, gdzie będzie jeżdżenie rowerem i bieganie po Dziewiczej Górze.



Zobacz także

8 komentarzy

  1. Gratuluję!
    Robert,brudne nogi i buty to pikuś,ważne,że nie wywinąłeś jakiegoś fikołka.Z tymi pakietami to faktycznie się nie popisali.Czy jechaliście może przez Chuby Moraskie,bo jak biegłem o 9tej to były poustawiane niebieskie tabliczki kierunkowe z napisami Bike coś tam-nie miałem okularów.
    Bogdan

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie zauważyłem ;-) Polecam orgom MTB żeby poszli na jakąklwiek imprezę biegową, nawet kameralną na 100 czy 200 osób - zwykle są medale dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję :-)!!!
    Opis godny mistrza... i coraz dłuższy :-)
    Ps. Narzekanie na pakiet... już gdzieś widziałem :-)
    R

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co tutaj narzekać na pakiet, bo pakietu po prostu nie było ;-)

      Usuń
    2. ... żona miała wziąć udział w tych zawodach, ale jesteśmy jeszcze na wakacjach :-). Po Twoim opisie cieszę się, że nie brała udziału :-)
      Ps. A co do pakietu to mam stosunek... obojętny,

      Usuń
    3. Mi się podobało, można było się zmęczyć.

      Usuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM