Relacja z Parkrun Poznań

Dzisiaj - w sobotę 1 sierpnia 2015 r. - pojechałem rowerem na Parkrun Poznań na Cytadeli. Na starcie mnóstwo znajomych twarzy, było z kim pogadać ;-) Pomimo sporego zmęczenia tym tygodniem, dużą ilością treningów na basenie i na rowerze, miałem jakieś tam nadzieje na dobry wynik. I jak się okazało przeszło to moje oczekiwania!

Zacząłem jak zawsze, dosyć szybko. Bezpośrednio przede mną biegło od samego początku trzech mocnych biegaczy, w tym Adrian Graczyk, Przez chwilę myślałem nawet czy by nie zrobić sobie jaj i ich nie wyprzedzić żeby chociaż przez kilka chwil poprowadzić bieg, ale mi się odechciało ;-)

Trzymałem się tej trójki dosyć długo, gdzieś do drugiego kilometra. Chociaż potem też nie odjeżdżali mi tak szybko, jeszcze przed samym wbiegiem na czołgi widziałem ich na końcu prostej, za czołgami też podobnie na końcu alejki jeszcze widziałem tę trójkę.

Doścignęły mnie dwie osoby, jedna pobiegła dosyć szybko do przodu, ale druga po tym jak mnie wyprzedziła, przestała przyspieszać i w zasadzie go doszedłem. Nie cisnąłem go jednak żeby za wszelką cenę wyprzedzić, wiedziałem bowiem, że i tak biegnę możliwie szybko.

Za moimi plecami czaił się Tomasz Pawlak, widziałem go kilka razy w żółtej koszulce z daleka. Byłem przekonany, że i on mnie dogoni i wyprzedzi, ale tym razem wytrzymałem tempo do końca i nie dał rady mnie dogonić.

Ostatecznie zająłem więc 6. miejsce - moje najlepsze dotychczas na Parkrun - na 98. biegaczy.

Czas łączny: 19:38 !!! Życiówka na Parkrun poprawiona prawie o 30 sekund ;-) No to jest dobry początek tygodnia!

Poszczególne kilometry wyglądały tak:

1 km - 3:40
2 km - 4:00 czas łączny 7:37
3 km - 4:03 czas łączny 11:43
4 km - 4:19 czas łączny 16:00
5 km - 3:38 czas łączny 19:38

Do poprawienia mam jak widać w zasadzie tylko czwarty kilometr, obejmujący czołgi. Same czołgi i zbieg i wybieg nie jest dla mnie problemem, jednak regularnie po kilkudziesięciu metrach po wybiegnięciu z doliny czołgów mnie mocno zatyka i jak widzę po śladzie GPS, tamta długa prosta alejka jest dla mnie problemem, skoro zwalniam tam do tempa 4:45 / km. Dopiero pod koniec alejki wracam do szybszego przebierania nogami i wracam do tempa w okolicach 4:00 / km.

Tak czy siak wspaniała życiówka. I do czego muszę się przyznać bez ścinania zakrętu wokół drzewa na 2,3 km, co regularnie robiłem przez wiele biegów. Teraz jednak od jakiegoś pół roku obiegam już to drzewo jak należy, bez deptania trawy. Pomimo to rezultaty są coraz lepsze, co mnie bardzo cieszy.

Jutro - w niedzielę - pojadę obok Książa Wielkopolskiego do Włościejewek na wyścig szosowy - indywidualna jazda na czas, na dystansie 20,3 km. Nogi trochę mam zmęczone, ale myślę że coś w okolicach 34 km/h będzie w moim zasięgu, a wszystko co ponad to będzie duży plus. Miałem tam startować już rok temu, byłem zapisany, ale ostatecznie nie udało mi się tam dotrzeć i w annałach historii zapisałem się jako DNS ;-) Jutro czas poprawić historię! Sto osób na liście, start od godziny 11:30 co 30 sekund i potem co minutę. Mój czas prawdy przyjdzie o godzinie 12:00 - w samo południe ruszę na trasę żeby walczyć z wiatrem, kołami i asfaltem.

Za tydzień znowu pojawię się na Cytadeli w roli biegacza - ciekawe jak mi pójdzie - a za dwa tygodnie poprowadzę Parkrun'a jako organizator.

Zobacz także

1 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM