Parkrun Łódź 22 sierpnia 2015

Po niezwykle intensywnym sportowo czwartku 20 sierpnia, nazajutrz udaliśmy się całą rodziną do Łodzi, a konkretniej do Zgierza. W czwartek naprawdę ostro dałem do pieca - najpierw 2.000 m przepłynięte na maksa na basenie kraulem w ok. 40 minut, potem Kolarski Czwartek, gdzie najpierw samotnie rozgrzewkowo przejechałem 15 km w tempie 30 km/h, a potem podczas wyścigu pokonałem prawie 37 km w tempie ponad 38 km/h! A na koniec na ostatnich dwóch prostych przypuściłem super atak, oderwałem się od grupki jadąc z prędkością 50 km/h i dowiozłem to moje małe zwycięstwo do mety... Ale żeby tego było mało, prosto z kolarskiego czwartku udałem się na tradycyjne czwartkowe granie w piłkę, gdzie dwie godziny uganiałem się z kolegami za okrągłym przedmiotem...

Początkowo samopoczucie po takim wysiłku było całkiem w porządku, ale niestety od soboty rano zaatakował mnie jakiś wirus, nie mogłem spać, bardzo bolała mnie głowa i brzuch. No ale nie po to jechałem do Łodzi, żeby leżeć w łóżku i rozpamiętywać stracone biegi ;-) Niestety nie mogłem nastawiać się na żadne szybkie bieganie, głównie z uwagi na bolący brzuch. To musiała być jakaś grypa żołądkowa, słyszałem że ostatnio znowu panuje epidemia i sporo osób cierpi po 2-3 dni na takie nieprzyjemne dolegliwości... Musiało złapać i mnie. Pewnie przyłożyłem do tego rękę, szalejąc w czwartek do później nocy aż w trzech dyscyplinach.

Na godz. 9.00 udałem się więc na Parkrun Łódź. To już moja druga wizyta w tej lokalizacji Parkrun. Relację z poprzedniego biegu można przeczytać tutaj. Byłem tam 18 kwietnia 2015 r., a więc kilka miesięcy temu - wówczas miałem 11 miejsce / 159 biegaczy z czasem 20:44. Pamiętam, że byłem wtedy nieco rozczarowany czasem, gdyż celowałem w trochę szybsze bieganie, ale złapała mnie szybko zadyszka i nie dałem rady biec szybko przez cały dystans.

Teraz było podobnie, ale z góry wiedziałem, że nie będzie dobrze... jednak bieganie z bolącym brzuchem, niewyspany, po ciężkiej nocy, w dodatku z bolącą głową... to nie wróżyło dobremu bieganiu ;-) Tak więc nie nastawiałem się na nic wielkiego w moim wykonaniu.

Pogoda w sobotę również nie sprzyjała szybkiemu bieganiu, było skwarnie, upalnie i bezwietrznie. Bardzo sucho, widać że od wielu dni nie padał porządny deszcz i panuje susza.

Teraz na starcie ustawiło się trochę mniej osób niż przy okazji mojej poprzedniej wizyty w Parkrun Łódź - 115. Było to pewnie spowodowane faktem, że w tym samym dniu odbywał się Bieg Fabrykanta na 10 km, jedna ze sztandarowych imprez biegowych organizowanych przez Łódź. Planowałem zresztą wziąć udział również w tym biegu.

Na starcie wydawało mi się, że jest znacznie więcej osób niż 115, które ukończyło ostatecznie bieg. Być może wpływ na zagęszczenie tłumu mieli kibice czy członkowie rodzin biegaczy, którzy dosyć tłumnie stawili się na biegu. Było sporo osób z dziećmi w wózkach i bez.

Przed samym biegiem wódz prowadzący wygłosił przemowę inaugurującą bieg, w której m.in. zachęcał do oddawania głosów na Parkrun w ramach plebiscytu Festiwalu Biegowego. Ja już oczywiście głos na Parkrun oddałem, i w dodatku zachęciłem do tego sporo osób. Wódz mówił, że do zwycięstwa brakuje tylko ok. 200 głosów. Co ciekawe organizatorzy przynieśli nawet laptop, w którym każdy mógł oddać swój głos. Ciekawe czy sprawdzali, czy wszyscy głosują na Parkrun ;-)

Punktualnie o godz. 9 wystartowaliśmy. Od samego początku trzymałem się czołówki, przez długą chwilę prowadząc bieg. Zdziwiło mnie naprawdę wolne tempo biegu, poprzednio w Łodzi liderzy uciekli mi już gdzieś po kilometrze, natomiast dzisiaj biegłem w ścisłej czołówce przez pierwsze dwa kilometry. Biegliśmy spokojnie w trzy osoby z przodu, zmieniając się w prowadzeniu co zakręt - dwa. Pierwsze dwa kilometry pokonaliśmy w tempie 3:55 - 3:53, a ja cały czas byłem na przedzie ;-) Niestety wtedy mnie dosyć mocno ścięło i odechciało mi się dalszego biegania. Nie na tyle jednak żeby zejść z trasy ;-) Spokojnie nie przejmowałem się wyprzedzającymi mnie osobami i sobie spokojnie doleciałem drugie okrążenie do mety.

Mój czas końcowy 20:46, więc prawie identyczny jak poprzednio ;-) Dało mi to tym razem 13. miejsce na 115. zawodników. Pełne wyniki biegu można znaleźć tutaj.

Sam bieg tak jak wspominałem było mocno wolny, co znalazło potwierdzenie w wynikach - podium dobiegło na metę w czasie 19:04 - 19:13. Wszyscy mocniejsi biegacze z poznańskiej lokalizacji Parkrun spokojnie by ten bieg wygrali.

Parkrun jak to Parkrun - klasa sama w sobie. Dwa okrążenia po parku, super atmosfera, dużo biegaczy z rodzinami. Na półmetku i na mecie zegar wyświetlający czas - od niedawna nie musimy już patrzeć na niego z zazdrością.


Trzeba pochwalić organizatorów, gdyż wyniki oraz zdjęcia z biegu pojawiły się bardzo szybko.

Po biegu wróciłem do Zgierza, żeby się wykąpać, wymyć, i powoli szykować się na V. Bieg Fabrykanta - najpierw biegi dzieci (godz. 15), a o 17 start biegu głównego na 10 km.


Zobacz także

1 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM