Kolarski czwartek 27 sierpnia 2015

Wczoraj wziąłem udział w kolejnym wyścigu kolarskim na Torze Poznań. Tym razem wyścig zaplanowano na dziesięć okrążeń toru, a więc łącznie 41 km. Wystartowaliśmy o godz.18:45, zgodnie z planem. Peleton pognał od razu do przodu z dużą prędkością i trochę się rozciągnął.

Pogoda idealna do roweru, ciepło, nie padało, bez mocnego wiatru. Na starcie ustawiło się ok. 130 kolarzy - spory tłumek. Na miejscu zawodów byłem 45 minut wcześniej, bez kolejek odebrałem numer startowy i uiściłem wpisowe. Po szybkim przebraniu się poszedłem zrobić porządną rozgrzewkę. Stwierdziłem, że i tak wyścigu nie wygram, więc przynajmniej zrobię mocny trening. Przed samym wyścigiem przejechałem więc treningowo 12 km z prędkością 30 km/h po torze. Niestety wypiłem już wtedy całe picie które miałem przygotowane ;-) Potem mi go brakowało i dosyć mocno suszyło.




Inaczej niż tydzień temu stwierdziłem, że tym razem spróbuję możliwie długo trzymać się peletonu. Tydzień temu bowiem praktycznie od razu uczepiłem się mniejszej grupki kilkuosobowej, która jechała z moją prędkością, a peleton odjechał w siną dal. Co ciekawe udało mi się to przez pierwsze dwa okrążenia. Po drugim okrążeniu licznik pokazywał średnią prędkość 42 km/h... To musiało się zemścić, zacząłem głośno dyszeć i jechać coraz wolniej... Po dwóch okrążeniach a więc po ok. 9 km odpadłem od peletonu i jechałem sam, z prędkością ok. 36 km/h.



Niestety po tym jak odjechał mi peleton, zostałem zupełnie sam. Nie było za kim się schować, ani z przodu ani z tyłu nikogo nie było. Wyścig przekształcił się więc dla mnie w samotną walkę z czasem, w jazdę indywidualną na czas ;-) Kilkaset metrów przede mną jechała mała grupka kilku kolarzy, którzy też dopadli od głównej grupy peletonu, kilka razy próbowałem się do nich zbliżyć, ale nic z tego... Byli za szybcy.

Tak więc jechałem samemu przez następne trzy okrążenia... Samemu było ciężko utrzymać dobrą prędkość. Na szczęście wtedy obejrzałem się i zauważyłem, że powoli ale systematycznie zbliża się do mnie mały peletonik, złożony z ok. 7 zawodników. Długo nie musiałem czekać kiedy się do mnie zbliżyli i mnie wyprzedzili. Postanowiłem podłączyć się pod nich i jechać razem z nimi.



To był super pomysł, bo średnią prędkość mieliśmy wtedy ok. 37-38 km/h, a więc idealnie dla mnie, trzymałem się grupki, ale w sumie bez większego wysiłku. Jednak chowanie się za plecami innych kolarzy i draftowanie bardzo pomaga w szybkiej jeździe. Kilka razy nawet miałem wrażenie że jedziemy za wolno, wysuwałem się wtedy na czoło i walcząc z wiatrem ciągnąłem grupę. Nie miałem jednak na tyle siły, żeby samemu odjechać, o nie, co to, to nie.

Po dwóch kolejnych okrążeniach zdublował nas peleton. Tym razem tylko raz. Pędzili jak się potem okazało średnio 46 km/h.

Potem na trasie zdarzyła się dosyć poważna kraksa, na jednym z zakrętów upadek w peletonie zaliczyło kilkunastu kolarzy, jechała nawet karetka. Jeden złamał obojczyk. Na szczęście minęliśmy ich wszystkich i można było pędzić do mety.

Tak wyglądał efekt tej kraksy:



Tym razem wiedziałem, że po zdublowaniu nasz wyścig trwa już tylko 9 okrążeń, a nie pełne 10, co pokazywał sędzia na tabliczkach. Dlatego na ostatnim okrążeniu szykowałem się do finiszu, żeby powalczyć na kresce. A nie jak tydzień temu kiedy nie wiedziałem że już finisz i dojechałem ostatni w grupce ;-)

Tym razem na przedostatniej prostej, jakieś 500 m do mety, przed ostatnim zakrętem, zaatakowałem! Stanąłem mocno na pedałach i mocno przyspieszyłem. Wrzuciłem do pieca wszystko co miałem! Odjechałem momentalnie na jakieś 50 m od całej grupki. Do ostatniego zakrętu dojechałem pierwszy, rzut oka do tyłu - gonią mnie! Zacząłem tracić dech, a do mety jeszcze jakieś 300 metrów! Zrobiłem co mogłem, żeby dowieźć to małe liderowanie do kreski!

Zacząłem mocno pedałować, byleby dojechać... Na szczęście kreska zbliżyła się szybko, pozostali ścigacze zbliżyli się na kilka metrów, ale przed samą metą mnie nie doścignęli! Z przewagą kilku metrów wygrałem w naszej grupce ok. 10 kolarzy!

Niesamowite przeżycie. Fajnie by było kiedyś być na tyle mocnym na rowerze, żeby pędzić przez cały wyścig w głównym peletonie, a potem na ostatnim okrążeniu zrobić to samo ;-) To byłaby radość!

Pełne wyniki są tutaj.



W mojej kategorii wiekowej dojechałem na 56 miejscu, więc już kilka osób wyprzedziłem ;-)

Wyścig bardzo fajny, dobry mocny trening, nogi dostały mocno w kość. Nie ma się co przejmować, że na starcie stają prawie sami zawodowcy w świetnym sprzęcie, impreza jest otwarta dla wszystkich i za 10 zł można przez godzinę albo i dwie najeździć się po torze, w miarę bezpiecznie, bez samochodów, no i szybko pojeździć. Świetna sprawa!


Zobacz także

2 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM