Złoty Półmaraton - Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich 2015

I już z powrotem ;-) W ostatnią sobotę wziąłem udział po raz pierwszy w biegu górskim - Złotym Półmaratonie. Trasa wiodła ze Złotego Stoku (obok kopalni złota) do Lądka Zdroju. To był prawdziwy półmaraton, bo trasa miała jak pokazał mój zegarek ponad 22,5 km. Powiem tak - lekko nie było ;-) Na trasę ruszyło grubo ponad 300 osób. Start równo w południe, spiekota niesamowita, na pewno ponad 30 stopni na termometrze. Upał bardzo przeszkadzał. Pomimo tego nie zdecydowałem się na wzięcie żadnego napojka, stwierdziłem bowiem, że punkt odżywczy zlokalizowany na 9 km mi wystarczy. Jak się potem okazało nie wystarczył, bo w rzeczywistości był on dopiero na 12 km... Ale nic to, jakoś na sucho dobiegłem.



Pakiet odebrałem dzień wcześniej, podjeżdżając do Lądka Zdroju. Pakiet startowy bogaty - sporo żeli i odżywek, bidon, oryginalna chusta Buff, numer startowy z wbudowanym chipem - tak jak lubię. W pakiecie też naklejki, ulotki i bon zniżkowy do sklepu biegowego. Fajnym elementem pakietu była mapa - dedykowana specjalnie na tę imprezę, z wszystkimi szlakami. Dzięki temu mogłem zobaczyć na co porywają się inni biegacze, np. na dystansie 240 km...

Start odbywał się w innym miejscu niż meta, więc organizator zawiózł wszystkich na miejsce startu autobusami. Wszystko odbyło się sprawnie.

Po starcie ruszyłem dosyć mocno do przodu. Widziałem przed sobą dosyć sporą grupkę biegaczy, przez dłuższy moment miałem ich w zasięgu wzroku. No ale w miarę upływu minut kolejni biegacze oddalali się coraz bardziej ;-)

Momenty wspinaczkowe były najcięższe, pierwsze podejścia jeszcze do góry dałem radę wtruchtać, ale potem to była zwykła wspinaczka pod górę ;-) Na podbiegach brakowało mi kijków, myślę że wchodziłbym szybciej mogąc pomagać sobie rękami.



Na trasie mijaliśmy sporo osób z innych dystansów. W większości po prostu powoli szli, np. z dystansu 65 km. Podczas biegu nie miałem pojęcia ani jakie miejsce zajmuję, ani co mnie jeszcze czeka na trasie. Zegarek z GPS był tylko ogólnikową orientacją, bo opisy trasy zawarte na mapkach wysokościowych nie do końca się zgadzały, np. punkt odżywczy miał być na 9 km, a był trzy kilometry dalej.

Po wbiegnięciu na pierwszy szczyt zaczął się mocny i ostry zbieg na dół. To było szybkie bieganie, skakałem po kamieniach jak kozica, do dziś bolą mnie od tego biodra. Potem szybka napojka na punkcie odżywczym i ruszyłem dalej.

Do mety prowadziła jeszcze dosyć długa trasa po asfalcie, tam już cały czas biegłem. Nikogo nie wyprzedzałem i nikt nie wyprzedzał już mnie. Kilka osób na trasie pomyliło trasę, nadrobili jakieś 500 m, krzyknąłem do nich żeby wrócili i mnie posłuchali ;-) Po chwili mnie wyprzedzili bez podziękowania ;-)

Meta to podbieg po schodach na amfiteatr w Lądu Zdroju i wreszcie ulga. Na szyi zawisł mi ładny medal.




Biegi górskie to zdecydowanie fajna inicjatywa i warto w nich brać udział. Mi się bardzo podobało. Na pewno trochę przeszkadzała upalna pogoda, no ale na to się nie poradzi, taki mamy klimat. Organizacja biegu na medal, sporo pomocnych wolontariuszy.

Po kilku dniach sprawdziłem wyniki - na mecie zameldowałem się po 2:21, tak więc czas raczej z tych gorszych - dołujących ;-) W trakcie biegu myślałem że będę miał koło 2 godzin, ale rzeczywistość górska zweryfikowała moje plany.

Tak czy siak debiut udany - ostatecznie zająłem miejsce 32. na ponad 330. biegaczy.

Następnym razem myślę, że wezmę ze sobą kijki, żeby móc szybciej wchodzić ostre podbiegi. Ruch jest podobny do biegówek (na nartach), więc trochę wiem z czym to się je ;-)


W najbliższą sobotę wystartuję na dystansie olimpijskim w triathlonie Poznań.

Zobacz także

5 komentarzy

  1. Gratuluję!!! 32 miejsce na 330 biegaczy i to w górskim debiucie-super.A co do kijków,to nie będą przeszkadzały w normalnym biegu?
    Bogdan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kijki nie są zbyt ciężkie, więc można je spokojnie trzymać w ręce i prawie normalnie biec.

      Usuń
  2. Gratuluję :)
    R

    Ps. 1. Oj będę musiał przez Was nadrobić drogę by dojechać na Parkrun :) i drugie tyle by wrócić do domu :)
    Znowu Ci kolarze zamkną pół Poznania aż na dwa dni :)
    Ps. 2. Życzę szerokiej i czystej drogi :) , by jakiś palantunio nie wpadł na głupi pomysł ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję debiutu w górach... to jednak zupełnie inne bieganie... kilometr, kilometrowi nie równy... ostatnio chyba na śnieżce jeden mi zajął 27 minut :P

    Michu77

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i trzeba się przyzwyczaić na pewne rozbieżności dystansów, brak oznaczeń kilometrów, punkty na innych kilometrach - przecież nikt w górach atestów nie robi. No i góry są różne... nie da się porównywać czasów. Maraton Karkonoski za każdym prawie razem ... - ma jakieś zmiany w trasie :P
      Ale polecam...

      Michu77

      michu77

      Usuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM