Przepłynąłem 3.800 m ;-))) I na dokładkę jeszcze bieg Piotra i Pawła na rozgrzewkę

Dzisiaj rano nadal niestety byłem dosyć mocno zmęczony po wczorajszej gonitwie na Parkrun. Ale nic to, na co się zapisałem, to trzeba było pokazać na co mnie stać w cały ten weekend a nie tylko na sobotni początek ;-)

Punktualnie o 9:30 wystartował kolejny bieg Piotra i Pawła nad poznańską Maltą. Wiedziałem, że nie mogę szaleć, skoro już po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach miałem stanąć na starcie drugich zawodów i jakoś je przeżyć...

Trasa jak to nad Maltą - dwa okrążenia, ze startem obok stoku narciarskiego i metą pod trybunami. Na starcie tłumy biegaczy - na mecie zameldowało się ponad 700 osób. Biegłem w tym biegu dwa lata temu, rok temu byłem na wakacjach. Pogoda idealna do biegania jak na tę letnią już porę roku, bez wiatru, przyjemny chłodek, nie padał deszcz pomimo że jeszcze w nocy lało.

Zacząłem spokojnym tempem, sunąc sobie spokojnie wśród setek innych biegaczy. W miarę upływu czasu zacząłem powoli lekko przyspieszać, stwierdziłem, że spróbuję wyćwiczyć negative split czyli drugą część dystansu ciut przyspieszyć - coś czego nigdy nie robiłem, tylko zawsze opadałem z sił ;-) Udało się i wyglądało to właśnie tak:


Wyłamał się tylko 5 kilometr - to dlatego, że przystanąłem żeby się napić.

Czas na mecie ok. 47 minut, bardzo przyzwoicie jak na rozgrzewkę ;-) Gdzieś na kilometr przed metą dogoniłem Wiesia, od kilku sezonów lidera poznańskiego Parkruna. Biegł wolno tak samo jak ja, robiąc sobie trening w drugim zakresie. Dobiegliśmy do mety razem. Zawsze to przyjemniej zrobić trening podczas zawodów, niż biec samemu.

Bieg Piotra i Pawła zaliczam do tych "bogatszych". Wpisowe tylko 30 zł, a w zamian dostaje naprawdę sporo dobroci. Mierzony czas, medal ładny na mecie, ładna koszulka w pakiecie, a na mecie torba z piciem, puszka i dwa napojki, do tego ponoć rozdawano lody Magnum i inne atrakcje. Niestety nie skorzystałem z tych atrakcji, bo poleciałem na miejsce startu zawodów pływackich. Szkoda.

Potem na 11.00 po zaledwie chwili odpoczynku poszedłem na drugą stronę jeziora na start wyścigu pływackiego.

A potem razem z 62. innymi zawodnikami popłynąłem i to od razu aż 3,8 km! I było całkiem całkiem, gdzieś w połowie stawki. Myślę, że byłem jedynym hardkorowcem, który najpierw zaliczył Piotra i Pawła, po to żeby po kilkunastu minutach polecieć na start zawodów pływackich na tak długim dystansie ;-)

Znalazłem już wyniki - są tutaj.

To trzeba zobaczyć:




Wystartowały 62 osoby, a ja z czasem 1:11,30 zająłem 36 miejsce. Jak dla mnie super czas! Nigdy za jednym zamachem nie pływałem na takim dystansie, w ogóle przez całe życie mało pływałem, a już na pewno nigdy na wyścigi ani na takich dystansach.

Sporym problemem były u mnie silne i często skurcze łydek, które zaczęły mnie łapać już na samym początku wyścigu, w efekcie płynąłem w zasadzie na samych rękach przez prawie cały dystans ;-) To pewnie przez ten wcześniejszy bieg na 10 km. 

Miałem nawet siły na mocniejszy finisz, na ostatnich 500 m ścigałem się z jednym pływakiem i wyszedłem z tej ściganki zwycięsko! Wyprzedziłem go o całe 15 sekund, i to pomimo że na jakieś 500 m do mety był jeszcze kilka długości przede mną. 

Robiliśmy dwa okrążenia wokół boi, każde po 1.900 m. 

Jak tak analizuję wyniki, to wydaje mi się, że wiele nie straciłem do najlepszych zawodowych ścigaczy. Zwycięzca dopłynął w 45 minut, a czas w okolicach godziny dawał wysokie miejsce na liście wyników. Skoro straciłem do nich na tak długim dystansie ok. 10 minut, to wydaje mi się że poszło mi całkiem nieźle.

Najtańsza pianka z Decathlonu spokojnie dała radę, płynęło mi się całkiem nieźle. Trochę mnie tylko obtarło po szyi, ale co tam, to przez dystans. Najważniejsze, że cały dystans przepłynąłem kraulem. Pewnym problemem są tutaj moje stare okularki, które ze cztery razy musiałem przemywać, bo były kompletnie zaparowane i nie widziałem gdzie dalej płynąć ;-) Może poszukam jakiegoś innego sprzętu. Przed startem myślałem, że będę raczej ogonem i zabezpieczał stawkę. Tymczasem co jakiś czas patrzyłem do tyłu to widziałem stado machających rąk ;-)

Weekend niezwykle udany. Myślę, że w jakimkolwiek triathlonie, czy to na 500 m, 950 m czy też 1.500 m żadne pływanie nie będzie już dla mnie straszne i to raczej ja będę ludzi zostawiał z tyłu ;-)








Zobacz także

4 komentarzy

  1. Podwójne Gratulacje :) ,
    A negative split - książkowy
    R

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Ty to masz zdrowie.Syn próbował dotrzymać Ci kroku ,ale gdzieś na 6km odjechałeś mu jak pociąg!
    Bogdan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałem Was gdzieś wypatrywać na trasie, ale mi się nie udało ;-)

      Usuń
  3. Szacun ya man! :-)
    __________________
    Marek

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM