Zdjęcia z dzisiejszego biegu - Uniwersytecka Zadyszka


Zawsze rozwalają mnie osoby, które dobrze znają swoje aktualne możliwości, tymczasem robią wszystko żeby ustawić się nawet w pierwszej linii biegu...  Były prezydent Poznania Ryszard Grobelny pobiegł 10 km w ponad godzinę i 3 minuty, zajmując jedno z ostatnich miejsc... Pomimo to nie przeszkadza mu stawać w pierwszej linii biegu, gdzie ma za plecami sześciuset zawodników... Lepszy numer wycięła jednak ta pani z kijkami... Sam musiałem ją omijać manewrując żeby jej nie stratować....  Pomijam już nawet fakt, że nie widać u niej żeby w ogóle miała numer startowy, ale co tam! Kijkarze chodzą tempem 8 - 10 minut / km, co nie przeszkadza tej pani ustawić się na samym przedzie biegu, w którym biegnie nawet sześćset czy siedemset biegaczy...





Medale bez rewelacji, standardowe, tylko naklejka biegu się różni. Organizatorzy obiecali, że w kolejnych edycjach biegu będą odlewane medale.





W organizacji biegu zaszwankowało kilka rzeczy. Oznakowanie kilometrów - prosta sprawa, wystarczy wywiesić duże tablice albo flagi co kilometr. Tymczasem tutaj ja widziałem tylko oznakowanie 3 km, pozostałe jakoś mi umknęły.

Po drugie - woda, a właściwie jej brak. Ja spokojnie dałem radę w tym upale, pijąc tylko raz w połowie biegu z kubeczka. Ale z doświadczenia wiem, że kilkaset osób biegnących w takiej wysokiej temperaturze potrzebuje znacznie więcej wody, najlepiej buteleczek żeby sobie wzięli podczas biegu, punktów z wodą powinno być co najmniej 2-3.

Po trzecie - trasa. W zeszłym roku stwierdzam była ciekawsza i lepsza. Więcej biegliśmy po leśnych ścieżkach, bliżej tego jeziorka. Dzisiaj bieg przebiegał polnymi ścieżkami, składającymi się ze żwiru i piachu. Ani nic nie było do oglądania po drodze (może poza stadniną koni), ani przyjemnie się po tym nie biegło.

Po czwarte - jak na tylu sponsorów biegu, i to bardzo możnych sponsorów, to ani pakiet startowy nie powalał na kolana, ani też sama impreza biegowa nie wyglądała zbyt bogato. Wystarczy wspomnieć, że wśród sponsorów było miasto Poznań, PZU, Pepsi, terravita, gatorade, szkoła językowa kontakt, lodziarnia, kawiarnia i wiele innych. Tymczasem pakiet startowy był standardowo biedny - koszulka, numer startowy z chipem i buteleczka napoju. Sama impreza była też dosyć ubogo zorganizowana - np. dla dzieci nie było praktycznie żadnych atrakcji, a wystarczyło zorganizować jakieś baloniki, dmuchaną zjeżdżalnię i już dzieci biegaczy miałyby zabawę. Wśród sponsorów biegu była lodziarnia z Wronieckiej - ale co to za sponsor, który po prostu przyjechał na bieg dostawczakiem i sprzedaje swoje lody po 4 zł za niewielką porcję? Na Woli Biegania każdy biegacz dostawał porcję lodów za darmo. To samo dotyczy kawy.

Dużo zamieszania było ze zgłoszeniami do biegu i numerami startowymi. Mnie problem nie dotyczył, ale organizatorzy mieli z tym spore problemy, zmieniała się lista startowa, ręcznie ją poprawiali itd.

Ale dosyć narzekania - bieg przeszedł do historii, organizatorzy na fejsboku napisali, że wsłuchują się w głosy biegaczy i będą się poprawiali w kolejnych edycjach.

Jest to impreza biegowa najbliżej mojego domu, mam tam 10 minut spacerkiem na start, więc na pewno mnie nie zabraknie w kolejnych edycjach! Mam nadzieję, że kolejną zorganizują już na jesień, a nie dopiero za rok.

Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM