Pierwszy Bieg Zajączka Wielkanocnego

Dzisiaj - w Wielką Sobotę - odbyła się pierwsza edycja biegu Zajączka Wielkanocnego. Impreza została zorganizowana przez sprawdzoną już ekipę Macieja Łucyka - Maratończyk Poznań.

Bieg odbywał się na dystansie do wyboru na 5 km, 10 km (dwa okrążenia) oraz 5 km nordic walking. Odbyły się też biegi dzieci.

Na godzinę 10 rano stawiliśmy się na starcie wraz z Ignacym. Dzieci w jego wieku biegały na 200 m. Trasa prowadziła wzdłuż jeziorka, potem nawrotka i z powrotem do mety. Dzieci miały wszystko co trzeba - numery startowe, chipy do pomiaru czasu, a na mecie otrzymały piękne medale, takie same jak dorośli. Zawody pełną gębą ;-)



Po dotarciu do biura zawodów zdziwiła mnie wysoka frekwencja - mnóstwo ludzi odbierało pakiety startowe. Cieszy wysoka frekwencja, z uwagi na świąteczny przecież czas.

Po wystartowaniu Ignacy wyszedł na prowadzenie i przez chwilę biegł jako pierwszy ;-) Potem opadł z sił, ale dzielnie dobiegł do mety. Gratulacjom nie było końca! Piękny medal zawisł na jego szyi. Ma ich już w sumie siedem. Wiszą dumnie w jego pokoju na pięknym metalowym wieszaku na medale z napisem "I love running".

Wyniki biegu chłopców na 200 m są tutaj. Ignacy zajął 21 miejsce na 40 młodych zawodników. Super!

Po biegu udaliśmy się z powrotem do domu. Po odwiezieniu Ignacego, wpadłem na dziwny w sumie pomysł pojechania na ten bieg rowerem. Niestety trochę przeceniłem odległość, bo wyjechałem z domu o godz. 11:15, więc miałem 45 minut żeby dotrzeć na mój start. Podczas jazdy zacząłem niepokojące się zbliżać do godziny 12, co mnie mocno niepokoiło ;-) Musiałem mocniej naciskać pedały żeby dojechać na czas. Na starcie byłem ponownie ledwie kilka minut przed biegiem. Niestety pedałowanie 10 kilometrów trochę wyssało ze mnie siły ;-)

Nie udało mi się również dobrze ustawić na starcie, były tłumy. Dlatego też przez pierwsze jakieś dwa kilometry biegło mi się dosyć ciasno, nie było za bardzo jak wyprzedzać. Po dłuższej chwili zrobiło się nieco luźniej i każdy mógł biec swoim tempem.

Spotkałem Pawła - biegacza-amatora, a także Radka Plucińskiego, który startował w biegu na 5 km i był faworytem biegu do wygrania.




Trasa prowadziła po leśnych ścieżkach, które miejscami po ostatnich opadach były dosyć grząskie i mokre. Było kilka dosyć mocnych podbiegów i zbiegów, w kilku miejscach bieg był prawdziwie terenowy, trzeba było przeskakiwać nad korzeniami i po piachu. Trasa bardzo fajna!

Biegacze na 10 km mieli do pokonania dwa okrążenia. Pierwsze kółko (5 km) zrobiłem bez napinki w czasie poniżej 22 minut, oficjalnie 21:56. Na trasie dogoniłem a potem on mi uciekł Wojtka Szymczaka, który jak mówił pierwsze kółko zrobił na luzie, a potem przyspieszył. Tak mu to przyspieszenie wyszło, że ostatecznie zajął 8 miejsce w generalce ;-)





Drugie kółko biegło mi się o dziwo nawet przyjemniej niż pierwsze, łatwiej mi się oddychało, po zwalczeniu chwilowej kolki było całkiem OK. Miałem kilku zawodników z którymi się ścigałem, z różnym efektem.

Na mecie zameldowałem się na 40 pozycji, co według mnie na 308 zawodników jest całkiem fajnym rezultatem. Zwłaszcza jak na te 10 km przepędzone rowerem. Poza tym czułem w kościach 2 godzinne latanie za piłką w czwartek wieczorem oraz godzinnę grę w ping-ponga w piątek wieczorem ;-)  Mój czas to 45:25, a więc ciut lepiej niż na ostatniej Maniackiej Dziesiątce. Trasa była nieporównanie trudniejsza, więc chyba moja forma idzie powoli w górę ;-)

Wyniki biegu na 10 km można znaleźć tutaj.

Po biegu oddałem się chwili rozmowy ze znajomymi biegaczami - Wojtkiem oraz Łukaszem, a także Pawłem, który dotarł w międzyczasie do mety. Jego relację można poczytać tutaj. Następnie czym prędzej udałem się z powrotem na rower do domu, widząc z daleka czarne chmury. Na szczęście udało mi się pokonać szybko 10 km do domu, śnieg i grad zaczął przelotnie padać trochę później.

Za tydzień biegamy w półmaratonie poznańskim (12 kwietnia), a za 2 tygodnie wyjazd do Łodzi, gdzie mam nadzieję wystartować w łódzkiej edycji parkrun, a w niedzielę bieg na 10 km w ramach maratonu łódzkiego Dbam o Zdrowie.

Przez najbliższy tydzień w zasadzie nie wiem co robić, bo boję się przetrenować. W czwartek gram w piłkę, gdzie po dwóch godzinach latania za piłką człowiek czuje się jak ścierka ;-) Chyba będę musiał grać trochę ostrożniej, żeby w półmaratonie mieć jakiś zapas sił ;-)





Zobacz także

1 komentarzy

  1. Gratulacje, dałeś radę i to z czasem genialnym, do zobaczenia na parkrun i niedzielnej połówce:). Moc jest w Tobie

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM