Lecimy dalej ;-)

I już po poznańskim półmaratonie. Biegło mi się świetnie, byłem zdziwiony że daję radę trzymać się cały czas pacemakerów na 1:35. Początkowo w planach miałem trzymać się 1:40, ale w tym tłumie na starcie żadnych baloników nie widziałem. Po pewnym czasie biegnąc swobodnie zbliżyłem się do baloników na 1:35 i stwierdziłem, a nóż widelec coś z tego będzie ;-) I kolejne kilometry mijały, a baloniki nie uciekały. Raz byłem 100 metrów za nimi jak but mi się rozwiązał, a raz byłem nawet 100 m przed balonikami! W trakcie biegu gdzieś po 10 km zaczęła trochę kłuć mnie prawa łydka, zbagatelizowałem to i w sumie dobrze. W trakcie biegu miałem dwie dosyć mocne kolki, najpierw zaczęło mnie kłuć w prawym płucu, gdzieś na 9 km, po chwili przeszło. Potem gdzieś na 14 km zaczęła się kolka w lewym płucu, kłuło mnie to dosyć ostro, ale szybko minęło, jak pomachałem rękami ;-)

Dopiero gdzieś pod sam koniec, na 19-20 km złapał mnie spory kryzys, zaczęło mnie kłuć już wszędzie w płucach. Na szczęście do mety był już tylko kawałek i bez większego zwalniania dotruchtałem do mety.

Średnie tempo wyszło mi równiutko 4:30 / km. 

Na 5 km miałem czas 22:15, a 10 km minąłem w czasie 44 minuty z sekundami. Dobrze, że nie szalałem za bardzo jak zwykle na początek z tempem biegu, dzięki temu potem miałem więcej siły na szybkie tempo pod koniec biegu. W zeszłym roku w innych półmaratonach zaczynałem szybciej, na 5 i 10 km miałem czasy o minutę - dwie lepsze niż wczoraj, ale potem po 15 km biegłem już znacznie wolniej, tempem ledwie 5 min/km.

Życiówkę z Kościana i Kaźmierza miałem na poziomie 1:38. Wczoraj udało mi się to poprawić o całe trzy minuty i finiszowałem z czasem 1:35 z sekundami.

Jest to mój pierwszy rekord życiowy w tym roku. Ostatnie były w październiku i listopadzie zeszłego roku (20:03 na 5 km, 42:44 na 10 km oraz 1:38 w półmaratonie).

Na sam bieg półmaratoński nad Maltę udałem się rowerem. Niby mam kawałek (jakieś 10 km), ale przy tak dużym biegu odpada cały stres związany z dojechaniem, zablokowanymi ulicami i parkowaniem. A rowerem elegancko można podjechać aż pod sam start, przypiąć rower w dowolnym miejscu i już. Zamierzam to praktykować dalej, aż mi ukradną rower ;-)

Po biegu miałem niestety dosyć daleko po rower, bo zupełnie z drugiej strony Malty. Zrobiło się trochę zimno, więc szybciutko bez przeziębienia postarałem się wrócić do domu.

Półmaraton zostawił jeszcze swoje małe ślady - bolą mnie i kłują łydki. Swoje dostały, 21 km po asfalcie musiały w końcu przebiec ;-) Do tego biegłem w minimalistycznych butach praktycznie bez żadnej amortyzacji, ale ja tak lubię i już.

Teraz kilka dni wolniejszych, odpoczynkowych. Po to, żeby mieć dużo siły na kolejny weekend! A ten będzie pełen atrakcji!!!

W piątek 17 kwietnia w moje imieniny będę biegł w Biegu Jońca w Poznaniu na 3 km. Biegłem tam rok temu i wspominam imprezę bardzo ciepło. Krótszy dystans, może uda mi się poprawić życiówkę na 3 km albo w teście Coopera? Chciałbym zejść poniżej 12 minut, gdyby to się udało byłoby fantastycznie. Na razie na liście startowej jest 235 osób - będzie ciasno! Rok temu zająłem 21 miejsce na 169 zawodników z czasem 11:59.

W sobotę 18 kwietnia melduję się na Parkrun - ale w Łodzi.

W niedzielę 19 kwietnia wystartuję natomiast w biegu na 10 km w ramach Dbam o Zdrowie Łódź Maraton.

W Łodzi już raz biegałem, w zeszłym roku w Biegu ulicą Piotrkowską. Wspominam tę imprezę bardzo dobrze, fajna przyjemna trasa prowadząca m.in. przez Manufakturę, dużo kibiców na trasie i na mecie.

Tak więc trzy starty w trzy dni 3 km - 5 km - 10 km. Ciekawe jak będzie ;-)









Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM