Zakończył się ten aktywny dla mnie weekend. Dzień po dniu, w sobotę i niedzielę, startowałem w konkurencji o nazwie cross duathlon. Czyli przeplatane bieganie i rower. Nie mam dobrego roweru górskiego, więc już na starcie miałem trudniej ;-) Wczoraj w lasku marcelińskim był znacznie dłuższy dystans - 4 km biegu, potem aż 16 km rowerem, i na koniec znowu 2 km biegu. Trasy były naprawdę przełajowe, często slalomem między drzewami, zbiegi i ostre podbiegi. Wczoraj była znakomita pogoda, świeciło mocne słońce, piękne powitanie wiosny! Po etapie biegowym (4 km) byłem całkiem wysoko, z tego co obserwowałem to gdzieś koło 20 miejsca na ok. 150 zawodników. Potem jednak po przesiadce na rower bardzo dużo osób mnie wyprzedzało. Widać że trenują kolarstwo na co dzień. Ja tymczasem rowerem nie jeździłem w żadną dalszą trasę od ładnych kilku miesięcy ;-) Na trudnych technicznie fragmentach jakoś sobie jeszcze radziłem, ale na długich prostych nie umiałem utrzymać szybkiego tempa i sporo osób mnie mijało. Po zejściu z roweru, kiedy miałem w nogach 4 km ciężkiego crossowego biegania i 16 km pędzenia rowerem, nogi miałem jak z waty ;-) Ale i tak udało mi się kilka osób na trasie biegowej wyprzedzić, mnie nikt nie wyprzedził, a ostatnie 2 km trasy biegowej pokonałem w tempie poniżej 5 min/km w trudnym terenie. Ostatecznie zająłem 48 miejsce na ok. 150 zawodników. Tak więc jak na debiut w tej konkurencji całkiem w porządku! Pakiet startowy bardzo w porządku, bardzo ładny medal, na mecie przygotowane bułko-kanapki z sałatą (wciągnąłem dwie ;-) i dużo dobrego picia.

Warto obejrzeć filmiki z tej imprezy:  filmik 1  (od 3:40 jadę rowerem, widać mnie też na 5:53 po lewej stronie) oraz filmik 2. Trzeba przyznać, że gość który kręcił ten filmik ma autentycznie do tego talent (autora widać przez chwilę pod koniec jak kameruje sam siebie ;-).

Generalnie bardzo fajna impreza. Byłem nieźle po niej umęczony.Wysiłek trwał w końcu tyle co półmaraton (mój czas na mecie to 1:23) podczas której zrobiłem 24 km biegu i jazdy po naprawdę trudnym terenie w przełajach po leśnych ostępach.

O trudności trasy najlepiej świadczy fakt, że całkiem sporo osób nie ukończyło wyścigu, co się przecież zwykle zdarza dosyć rzadko.

Pełne wyniki są tutaj. Z czasem 1:23 byłem na 48 miejscu open i 13 w kategorii wiekowej. Wyprzedziła mnie tylko jedna dziewczyna ;-) Szkoda, że organizatorzy nie mierzyli czasu szczegółowo po kolejnych etapach. Szczerze powiedziawszy, to było nawet żadnych czipów ani elektronicznego pomiaru czasu. Ale jak widać dali radę, ręcznie mierząc czas na mecie.



Cieszyłem się, że w moim aucie kombi wchodzi z tyłu rower po złożeniu foteli na płasko. Nie muszę się męczyć z żadnym montowaniem roweru na dachu. Problem tylko jest taki, że wówczas mogą jechać tylko 2 osoby. Przy planowanym wyjeździe do Bydgoszczy na triatlon w lipcu będę musiał pomyśleć jak przewieźć rower, skoro będę jechał z całą rodziną.

Dzisiaj natomiast (w niedzielę) podjechaliśmy na Cytadelę rano, żeby wraz z Ignacym odebrać pakiety startowe i zostawić mój rower - ten sam co wczoraj - w strefie zmian. Wszystko się udało i na godzinę 11 przyjechałem ponownie na Cytadelę na start. Tym razem miało to być 4 km biegu, 12 km rowerem i potem 2 km biegu. Czyli dystanse bardzo podobne do wczorajszych, tylko rower zamiast 16 km miał mieć 12 km. Nie powiem że mnie to nie cieszyło ;-)

Tym razem frekwencja na zawodach nie dopisała. W sumie łącznie z dziećmi, zawodników było około setki. Trasa była bardzo trudna, slalomem między drzewami, mocne podbiegi i ostre zbiegi. W sumie to trudno porównać z marcelinem, ale na moje oko trasa biegowa znacznie trudniejsza i przez to wolniejsza, a rowerowa trochę trudniejsza.

Pełne wyniki z niedzieli są tutaj. Zająłem 28 miejsce na 65 zawodników. Tutaj również wyprzedziła mnie tylko jedna dziewczyna. Co ciekawe, to po rowerze (a więc już na samym końcu wyścigu) wyprzedzały mnie 2 dziewczyny i widziałem ich walkę o zwycięstwo, bo już po kilkudziesięciu metrach biegiem wyprzedziłem je obie. Niestety po chwili rozwiązała mi się sznurówka i straciłem kilkanaście sekund - ale muszę przyznać, że potrzebowałem chwilę odsapnąć. Jedna dziewczyna pobiegła szybko do przodu i już jej nie dogoniłem, natomiast drugą dziewczyną wyprzedziłem i na mecie byłem dużo sekund przed nią. Na samej końcówce udało mi się wyprzedzić jednego zawodnika.

Co ciekawe na obu etapach biegowych zająłem 24 miejsce, a rowerowo byłem dopiero 43. Łącznie dało to 28 miejsce.

Po zejściu z roweru nogi znowu były zupełnie sztywne i jak z waty i brakowało tchu. To jest naprawdę niezły i wyciskający siódme poty trening! Ciekawe jak to się potem przełoży na formę biegową i start w pełnym triatlonie latem.





Po powrocie do domu szybko wziąłem Ignacego i już trzeci raz w tym dniu pojechałem na Cytadelę ;-) Tym razem na biegi dla dzieci. Tutaj również niestety frekwencja nie dopisała i w sumie tych najmłodszych zawodników było tylko kilkanaście. Wydaje mi się, że organizator trochę za słabo rozreklamował te zawody.

Dzieci najpierw biegły 200 m, potem pętla 500 m na rowerach, i na koniec 100 m biegania. Ignacy zajął 2 miejsce w swojej kategorii wiekowej (rocznik 2009). Co prawda w tej kategorii było tylko dwóch zawodników, ale mniejsza o to ;-) Stał potem na podium, dostał upominek (kostki do gry którymi już graliśmy lol ;-) oraz fajny medal. Mam nadzieję, że załapie bakcyla i będzie miał zamiłowanie do sportu i ruchu.








Bardzo fajnie, że są organizowane takie imprezy. Zawsze to jakaś atrakcja, coś innego niż tylko sam bieg po asfalcie.



Za tydzień natomiast w sobotę o godz. 12:00 będzie Wola Biegania - bieg przełajowy na hipodromie wola, na dystansie ok. 7 km (5 mil). Są też biegi dla dzieci, gdzie już zapisałem Ignacego. Rok temu tam właśnie debiutował, więc nie wypadałoby odpuścić i w tym roku ;-) Na liście startowej jest już prawie 300 osób, cały czas można się zapisywać. Trasa przełajowa, obok jeziora Rusałka, ale trasa zupełnie inna niż biegi dookoła Rusałki. Pamiętam, że rok temu pakiety startowe i świadczenia po biegu i w trakcie były bardzo bogate, więc będą zadowoleni wszyscy, którym na tym zależy ;-)

Trasa biegu będzie taka:



W niedzielę natomiast nigdzie nie będę biegał, bo jedziemy do Zielonej Góry.

Byłbym zapomniał, dzisiaj byliśmy na wyborach, mało kto wiedział ale w Poznaniu dzisiaj były wybory do rad osiedli. Frekwencja fatalna, kandydatów mało (u nas w Naramowicach na 15 miejsc stratowało tylko 21 osób), ale wybory to wybory, w demokracji trzeba głosować.


Zobacz także

1 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM