Relacja z biegu na 25 km CL w ramach XXXIX. Biegu Piastów

Wczoraj napisałem, że po dwóch dniach wyścigów na 15 km oraz 50 km nie mam już sił na szybkie bieganie. Na szczęście byłem w błędzie ;-)

Co prawda rano czułem niezłe zakwasy, ale jakoś potem mi przeszły.

Na start pojechaliśmy samochodem. Byłem dużo za wcześnie, ponieważ Paweł startował godzinę wcześniej w biegu na 30 km stylem dowolnym (łyżwą) o godz. 10.00. Start mojego biegu na 25 km klasykiem był wyznaczony na godzinę 11.

Trzeba przyznać, że pogoda niestety ale bardzo się zepsuła. O ile w czwartek, piątek i sobotę było wspaniale, koło 0 do minus 1 stopnia, o tyle w niedzielę rano na Polanie Jakuszyckiej było zimniej, do tego wiał mocny wiatr i zaczął nawet sypać mokry i zimny śnieg. Krótko mówiąc przed samym startem można było nieźle zmarznąć.

Start o godzinie 11. Ruszam z drugiego sektora. Na szczęście na trasie pogoda o wiele lepsza niż na samej Polanie. Cisza, spokój, wiatr chyba powstrzymywany przez drzewa nie przeszkadza. Pierwsze 14 km to dłuuuuga prosta, bez większych podbiegów, najpierw drogą do Harrachova, potem do Orlego. Obok schroniska Orle jak zawsze urządzono punkt żywieniowy. Pierwsze 5 km mijam w ok. 19:30, a 10 km osiągnąłem w 37:17 min., a więc  bardzo szybko. Pierwsze kilometry jedziemy praktycznie tylko na samych rękach, pchając się bezkrokiem. Na szczęście tory są lekko zmrożone, więc moje narty z łuską jako tako jadą i nie sprawiają zbytnich problemów na szybkich zjazdach.

Na punkcie żywieniowym tylko szybko wypijam łyk ciepłego napoju i lecę dalej. Za Orlem zaczynają się mocne podbiegi - to, co zyskało się na szybkiej jeździe do Harrachova, teraz trzeba odrobić podbiegami ;-) Na szczęście na podbiegach moje narty z łuską działały jeszcze lepiej i w ogóle noga nie odjeżdżała. Zasada była taka - im bardziej stromy podbieg i im dłuższy podbieg, tym więcej osób wyprzedzałem. Narty super trzymały, więc nawet nie musiałem skakać na ostrych górkach, tylko po prostu sobie sunąłem z dobrym efektem prędkościowym.

15 km minąłem w około godzinę. Półmaraton (21 km) wyszedł tym razem w 1:32. Metę minąłem według oficjalnego czasu w 1:48,36, co dało mi oficjalne miejsce open 101. na 1.209 zawodników. Pełne wyniki można znaleźć klikając tutaj.

Podsumowując ten bieg, to byłem zdziwiony że tak szybko się zregenerowałem po męczącym biegu na 50 km w sobotę, w zasadzie większego zmęczenia już nie odczuwałem. Pewnie na wypoczętego miałbym czas kilka minut lepszy, ale co tam.

Cały wyjazd na tegoroczny Bieg Piastów był super udany. Bardzo udała się pogoda, mnóstwo śniegu i świetnie przygotowane trasy.

Udało mi się w każdym biegu pobiec na nartach tak szybko, jak jeszcze nigdy. Najlepiej widać to na prostym porównaniu z moimi wynikami na Biegu Piastów 2 lata temu (rok temu nie było śniegu i biegi było bardzo skrócone):

2013 bieg na 10 km, miejsce 110. / 1.185, prędkość 14 km/h, czas 38:23 (faktyczny dystans wyniósł tylko 8,96 km)

2015 bieg na 15 km, miejsce 76. / 1.170, prędkość 15,3 km/h, czas 58:50



2013 bieg na 25 km, miejsce 152. / 1.509, prędkość 12,4 km/h, czas 1:57,50 (faktyczny dystans wyniósł 24,27 km)

2015 bieg na 25 km, miejsce 101. / 1.209, prędkość 14 km/h, czas 1:48,36 (faktyczny dystans wyniósł 25,25 km)



2013 bieg na 50 km, miejsce 660. / 1.581, prędkość 12,4 km/h, czas 4:02,50

2015 bieg na 51 km, miejsce 423. / 1.500, prędkość 13,7 km/h, czas 3:42,08


Jak więc widać znacząco podniosła mi się średnia prędkość, urwałem na każdym dystansie po kilkanaście minut i po kilkadziesiąt miejsc przesunąłem się do przodu. A trzeba dodać, że w tym roku Bieg Piastów po raz pierwszy był zaliczany do cyklu FIS Marathon Cup, co spowodowało mocną obsadę zawodowców, w tym wielu z zagranicy.

Mam nadzieję, że za rok pogoda również dopisze i będę mógł biegać w tych pięknych okolicznościach przyrody!

Tym samym zimę na nartach biegowych mogę uznać oficjalnie za zamkniętą. Była wyjątkowo bogata. Biegałem dwa razy na Spalonej, raz na Jamrozowej Polanie, startowałem w Biegu Gwarków. No i wreszcie w ten weekend trzy starty w Biegu Piastów. Było super!

==================

W sobotę po biegu na 50 km zarejestrowałem się jako potencjalny dawca szpiku kostnego. Przynajmniej taki dobry uczynek zrobiłem podczas tego wyjazdu ;-) Prosta sprawa - wypełniam formularz, potem dwoma patyczkami pobieram próbkę dotykając policzków od środka, zaklejam je w kopercie i to wszystko. Mają coś mi jeszcze przysłać do domu, ale nie wiem co konkretnie, pewnie potwierdzenie że mnie zapisali. Szansa, że mój szpik będzie komuś potrzebny, to 1 : 25.000, tak więc pewnie nikomu nie pomogę. Ale skoro zapisanie się nic nie kosztuje i trwa chwilę, to czemu nie? Zachęcam wszystkich żeby to zrobić i zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku. Jeżeli komuś potem będzie można uratować życie i wygrać walkę z białaczką (rakiem kości), to byłoby coś ekstra. Co prawda poczytałem trochę i samo pobieranie szpiku nie wygląda już tak fajnie, ale co tam w porównaniu jakby ktoś miał przez odmowę umrzeć! Kilka dni przed pobraniem bierze się jakieś leki na wzmożoną pracę organizmu nad pożądaną substancją z tego szpiku, potem niezbędne są ponoć 2-3 dni w szpitalu, samo pobranie jest pod narkozą i materiał biorą z talerza biodrowego (a więc chyba z kości miednicy) 1 litr płynu zawierającego jakieś tam pożądane komórki. Przez 2-3 dni może trochę boleć to miejsce, tak jakby było lekko stłuczone. I to wszystko, efektów ubocznych nie ma (poza zwykłymi ryzykami związanymi z narkozą).









Tego Pana można było spotkać w biegu w piątek na 15 km. Jest to znany poznański maratończyk. Ciekawe czy któryś z Czytelników zna tego Pana? Nie chwaląc się, nie miał ze mną żadnych szans na nartach, odwrotnie niż na nogach ;-)





Zobacz także

1 komentarzy

  1. Po takich wynikach trzech biegów, dzień po dniu, to można tylko zdjąć czapkę z głowy i nisko się ukłonić.
    Robert_II

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM