Maniacka Dziesiątka 2015

Maniacka Dziesiątka 2015 przeszła dzisiaj do historii. Biegacze zostali przywitani dosyć nieprzyjemną, deszczową pogodą. Nie zniechęciło to jednak setek i tysięcy zawodników zmierzających na start ;-) Na bieg udaliśmy się razem z Grześkiem. Ustawiliśmy się prawie na samym początku biegu, co jak się potem okazało jeśli chodzi o mnie było mocno na wyrost ;-)

Sam bieg w moim wykonaniu w zasadzie zupełnie bez historii. Zacząłem całkiem dobrze, pierwszy kilometr w 3:37, na drugim km miałem czas 7:45. Potem jednak biegło mi się już coraz gorzej, zatkało mnie i o szybkim biegu mogłem pomarzyć. Półmetek 5 km minąłem równo w 21 minut. W tym momencie byłem gdzieś w okolicach 600 miejsca. Na mecie jednak byłem dopiero na miejscu 908 / 3.705 osób. Mój czas to tym razem 45:33. Czyli słabizna ;-)

Na 1,5 km wyprzedził mnie Grzesiek. Potem na 7 km wyprzedził mnie Wiesiu Chojniak znany z parkrunowych tras.

Widać dla mnie to jeszcze nie jest czas na szybkie i długie bieganie. Nie ma się co przejmować. Atmosfera na biegu w porządku, tysiące ludzi biegnących w jednym celu to jest to. Podoba mi się trasa Maniackiej, na początku dosyć długa szeroka prosta gdzie można się rozpędzić, potem uliczkami miasta, i potem z powrotem nad Maltę.

Znajomi wybiegali fantastyczne czasy. Widać że są w gazie! Piotr Książkiewicz zajął 29 miejsce z kosmicznym czasem 34:08! Mój biegowy kompan zajął równo 150 miejsce ze świetną życiówką 38:19. Wojtek Szymczak natomiast dał czadu i zameldował się na mecie na 217 miejscu z czasem 39:24 - i to po trzech dniach pisaniny na egzaminie radcowskim! Gratki.

Paweł (biegacz amator ;-) również dał z siebie wszystko i złamał 50 minut.

Bardzo przypadł mi do gustu medal wręczany na mecie. Z uwagi na przeciętny czas przypadł mi w udziale medal koloru brązowego (miejsca od 500 do końca stawki). Może w przyszłym roku powalczę o srebrny? 500 miejsce dawał czas 42:17. Swoją drogą to poziom sportowy tego biegu jest niezwykle wysoki.

Wszystkim gratuluję udanego biegu.

Wracając do mojego czasu, to wydaje się beznadziejny. Z takimi czasami biegałem 2 lata temu zaczynając w ogóle ściganie na różnych trasach. Czyli wychodzi że nie ma żadnego postępu ;-( Ale co mi tam, forma jeszcze pewnie przyjdzie. Dwa tygodnie leżałem teraz z grypą, to mnie musiało wymęczyć. Poza tym jak patrzę na marzec 2014, a więc rok temu, to było jeszcze słabiej - w marcu w parkrunie pobiegłem wtedy ledwie 21:35, a Maniacką musiałem odpuścić bo też coś się niedobrze czułem. Potem był Bieg Kosynierów w kwietniu i wtedy też nie udało mi się złamać 45 minut (45:46) więc zaczynałem jeszcze słabiej sezon, a na koniec biegało się dużo lepiej i szybciej.

Czyli mam co teraz poprawiać i po co trenować ;-) Mieć jakiś cel w życiu to najważniejsze.

Za tydzień będę startował na Marcelinie i na Cytadeli w Cross Duathlonie, więc do biegania dojdzie rower. Mam tylko nadzieję na ładniejszą pogodę, bo w deszczu to będzie średnia przyjemność.

Czuwaj!





Zobacz także

2 komentarzy

  1. brawo super, do mnie i dania z siebie wszystkiego dużo zabrakło... Pobiegłem dla przyjemności... Ty rządzisz czasami, a ja biegam do biegania:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno się zgodzić z tak niską oceną biegu :).
    Wynik do 5 km był zgodny z Twoimi planami.
    Niestety dwa tygodnie choroby musiało odbić się na formie. Teoria podpowiada, że taka przerwa do obniżenie (pogorszenie) wyników o około 6 - 12%. W twoim wypadku to była choroba, czyli obniżenie formy powinno być większe. A czas de facto był słabszy o około 2,5 minuty od zamierzonego, czyli o około tylko 6%.
    Nie raz, nie dwa pisałem za szybko na początku :).
    Podsumowując :), jak na okoliczności czas był bardzo dobry :)
    Robert_II

    OdpowiedzUsuń

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM