Relacja z Jizerskiej 50

Jak co roku w pierwszy weekend stycznia po Święcie Trzech Króli udałem się do Liberca w Czechach na bieg narciarski Jizerska 50. Jest to wielkie święto biegania na nartach w Czechach, zaplanowane na kilka dni z wieloma różnymi biegami i imprezami towarzyszącymi.






Plan imprez biegowych jest następujący:

- piątek bieg na 30 km łyżwą
- sobota bieg na 25 km klasykiem
- niedziele bieg na 50 km klasykiem - "danie główne" ;-)

Poza tym dochodzą sprinty, bieg oldtimerów, biegi dla dzieci oraz sztafety.

Jak co roku zdecydowałem się na wzięcie udziału w biegu w sobotę na 25 km oraz w niedzielę na 50 km obydwa te dystanse klasykiem. W łyżwie nie czuję się jeszcze zbyt dobrze, poza tym jestem bardziej przyzwyczajony do klasyka i w tym stylu biega mi się znacznie lepiej na nartach.

Do Liberca przyjechałem w piątek po południu. Zatrzymałem się tym razem w hotelu Liberec. Największym plusem tego hotelu jest jego lokalizacja - w samym centrum miasta, kilkaset metrów od rynku i co najlepsze ok. 200 m od przystanku autobusowego, z którego co rano autobusy odwożą narciarzy na start. Trzeba bowiem wiedzieć, że aby dojechać na start do Bedrichova, najlepszym rozwiązaniem jest skorzystanie z bezpłatnego dowozu autobusem zapewnianym przez organizatorów. Droga do miejsca startu w dzień biegu jest zwykle zamknięta, inaczej zostałaby pewnie natychmiast zakorkowana przy kilku tysiącach uczestników.



Tym razem jechałem z Poznania nieco inną trasą - po minięciu Kościana, Leszna, Głogowa, Polkowic, Lubina oraz Legnicy nie pojechałem w kierunku Jeleniej Góry i potem Szklarskiej Poręby, ale nawigacja pokierowała mnie na autostradę w stronę Bolesławca i Zgorzelca. Tam pojechałem na południe i przez Frydlant dojechałem do Liberca od drugiej strony (północnej, a nie wschodniej jak zwykle). Czy to jest lepsza trasa - nie wiem, na pewno jest lepsza droga jakościowo, ale pewnie ciut dalsza.

Pierwotny plan był taki, żeby wyjechać wcześnie rano i po drodze zahaczyć o Jakuszyce żeby trochę pobiegać na nartach. Niestety rzeczywistość zweryfikowała te plany - dzień wcześniej grając w piłkę skręciłem kostkę i moim głównym zmartwieniem było to czy w ogóle będę w stanie chodzić i biegać w ten weekend! Na szczęście okłady z Altacetu dały radę i pomimo, że opuchlizna nadal nie zeszła, to nie czułem żadnego bólu. Ale opcja pobiegania w Jakuszycach po drodze musiała odpaść. Poza tym pogoda była paskudna, prawie cały czas padał deszcz i wiał mocny wiatr.

Co ciekawe jadąc do Liberca już po czeskiej stronie była taka wichura, że droga była w pewnym miejscu kompletnie zablokowana przez powalone drzewa, wielkie konary. Na szczęście na miejscu były już wozy strażackie i dosyć szybko piłami łańcuchowymi strażacy uporali się z przeszkodą.

Podczas całej drogi słuchałem różnych audiobooków, więc nie nudziło mi się. Polecam zwłaszcza te nagrania.



Przed udaniem się do hotelu trafiłem do centrum handlowego Nisa, gdzie było zlokalizowane biuro zawodów czynne do godziny 19. Chwilę go szukałem, ale spokojnie zdążyłem i odebrałem pakiet startowy. Dookoła biura zawodów wystawiały się różne stoiska, w tym ciekawych maratonów narciarskich w innych krajach, m.in. w Szwecji oraz Estonii. Kiedyś planuję tam wystartować.

Zauważyłem, że w Libercu jest kilka placówek... czeskiego mBanku. Widać że ekspansja tego banku na zagraniczne rynki postępuje.Widziałem też ich placówki w centrum Liberca na rynku.

Sam pakiet startowy o ile pamiętam zawierał numery startowe, puszkę red bulla, mnóstwo ulotek i reklam, czip, worki na rzeczy do depozytu.

Co ciekawe na Jizerskiej od kiedy tam startuję (a byłem już chyba czwarty raz) nigdy nie było medali. Ewentualnie można było nabyć dyplom z wydrukowanym nazwiskiem, miejscem i czasem biegu.



W sobotę rano po zjedzeniu śniadania w hotelu ok. godz. 7:45 udałem się na przystanek autobusowy. Najbardziej martwiła mnie pogoda - cały czas padał deszcz. Nie nastrajało to optymistycznie przed biegiem. Po przebraniu się i oddaniu rzeczy do depozytu udałem się na start. Sam bieg wspominam jako dosyć męczący - prawie cały czas padał deszcz, miałem źle posmarowane narty które nie trzymały kompletnie na podbiegach, miałem też nowe kijki ze zbyt małymi talerzykami, które zbyt głęboko wbijały się w śnieg. Na samym początku biegu jakby przestało padać, ale niestety już po kilkunastu minutach znowu zaczęło lać jak z cebra i padało już do samego końca. W połowie biegu byłem kompletnie przemoczony, w butach było jezioro. Do tego zaczął wiać dosyć mocny zimny wiatr.

Koniec końców zająłem 280 miejsce na 803 startujących, co przy moich problemach sprzętowych uważam za dobry wynik. Na trasie byłem przekonany że idzie mi znacznie gorzej ;-)

W sobotę wieczorem odbył się tradycyjny koncert na rynku w Libercu. Grały różne czeskie kapele, w tym heavymetalowe. Było całkiem fajnie, tylko pogoda się nie udała bo nadal padał deszcz.

W niedzielę rano na szczęście pogoda była już zupełnie inna. Przestało padać i zrobiło się trochę zimniej, dzięki czemu śnieg trochę zmroziło i nie był taki mokry.

Tym razem na starcie biegu na 50 km stanęło aż 4.100 narciarzy. Tłum niesamowity. Wystartowałem zgodnie z przyznanym numerem dopiero z piątej fali. Wskutek tego niestety przez pierwsze 15 kilometrów biegłem w gęstym tłumie, niemożliwym do wyprzedzania.

Biegło mi się znakomicie, zwłaszcza jak zrobiło się luźniej na trasie. Podobały mi się zwłaszcza podbiegi, gdzie masowo wyprzedzałem sporo osób. Tym razem biegłem na normalnych nartach z łuską, dzięki czemu miałem bezproblemowe trzymanie na podbiegach.

Zająłem ostatecznie miejsce 1.707 z czasem 3:31. Trzeba jednak przyznać, że trasa nie miała pełnych 50 km, ponieważ organizatorzy musieli ją nieco skrócić (o ok. 4 km) z powodu warunków na trasie. Tak czy siak jestem z tego wyniku bardzo zadowolony!

W niedzielę wieczorem wróciłem do domu bez większych przygód.

Wyjazd był niesamowity, same biegi wspaniałe. Warto było tam pojechać wystartować!

Zobacz także

0 komentarzy

Nieprzychylne, niemiłe i niekulturalne komentarze będą usuwane.

Komentarze

ARCHIWUM